Naprodukowałam się, a plany i tak trzeba było zmienić. Mimo wszystko miałam poczucie jakbym wracała do domu. Tyle w temacie pierwszych trzech godzin. Z tarczą.
Kochany jechał rano do Trinity na późniejszą zmianę, więc mógł mnie podwieźć do miasta (znalazłam się w pracy o odpowiedniej porze i w komfortowych warunkach). Po tutoringu, zamiast od razu gnać na autobus postanowiłam zrobić wszystko powoli i spokojnie. Zjadłam w biurze przyniesiony z domu lunch, po czym wyszłam na pocztę. Dobrze się złożyło, że głowa mi nie gnała, bo będąc już na miejscu sprawdziłam co mam w niedomykającej się kopercie i okazało się, że nie to, co chciałam wysłać. Wróciłam do Centrum, odnalazłam papiery, ponownie poszłam na pocztę, z szerokim uśmiechem wysłałam list i zrelaksowanym krokiem poszurałam w kierunku Czarnej. Napiłam się kawy (za darmoszkę akurat), zjadłam zielone ciastko, wyczytałam w Irish Mirror, że Bono też ma nadzieję dożyć do zjednoczenia Irlandii. Po kawie, w sąsiadującym Tesco zrobiłam równie relaksujące zakupy na jutrzejsze śniadanie. Jeszcze ATM (trochę drobnych na autobus) i spacer do dworca autobusowego. Przed czwartą byłam w domu; od razu wstawiłam pranie z Fredowym mundurem (żeby miał szansę wyschnąć do niedzieli). Reszta to przeciekanie czasu przez palce, kotłowanina myśli, Midsomer 22.2, czekanie na kota oraz małżonka. Właśnie słyszę klekot samochodu.
___
Edit 23:16 Całus. Na niebie zza chmur łypie pełnia plonów.
Aż sprawdziłem z którego Bono jest rocznika. 1960. W sumie czemu nie. Brexit zwiększył szanse na takie zmiany.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, tak może być. Napięć na tym tle osobiście jakoś mocno nie odczuwam, ale wiadomo, że jako ludność napływowa mogę żyć nieco innymi sprawami i nie rozumieć niuansów.
UsuńA ta tarcza to jakaś kompaktowa? Mieści Ci się do tej torebusi Mamy Muminka?
OdpowiedzUsuń@MaB, nie.
Usuń