Dzień rozpoczęty herbatą z ciastem i lekkim bólem głowy. Rodzice wcześnie rano pojechali do Tcy stanąć w przynajmniej dwóch dzikich kolejkach, po wypieki z Bezy i w rybnym, gdyż śledź z beczki niezbędny jest do jutrzejszej wody obiadowej. Maksiutek, najbrzydszy pies jakiego kiedykolwiek mieliśmy, i chyba też najbardziej rozpieszczony (rano przeciskałam się w drzwiach między pokojami, ponieważ Maksymilian przeciągnął swoje posłanko za drzwi i nie miał zamiaru wstawać), zażądał w końcu spaceru, więc wyszłam z tym śmiesznym karłem na leśny trakt, żeby posłuchać monotonnego smętu drzew.
Smętny szum, szaroburość, chłód.
Po porannej kawie Fred zabrał się za przygotowywanie śledzi w różowym sosie (w którymś momencie użyczyłam mu fartuszka w kffiatki). Rodzice wrócili przed jedenastą, pokręciliśmy się z napitkami po domu, na obiad zjedliśmy bigos-gotowiec kupiony w miejskiej jadłodajni, a po obiedzie wyjechaliśmy z Kochanym do Tcy na kawę w Kocie. Jeszcze w czasie posiłku zaczął we wsi padać coś jakby śnieg, rzadka kaszka manna. Zazwyczaj w takich przypadkach na Kocich wzgórzach śniegu jest więcej. Rzeczywiście, gdy zbliżaliśmy się do miasta, pobocza zaczęły się bielić, a parkujące samochody przykrywała cieniutka warstwa białej zmarzliny.
Do kawy z aeropresu zjadłam pyszny sernik piernikowy.
Wróciliśmy po piątej, żeby załapać się na odcinek 10.02 Columbo z Georgem Hamiltonem. Po dłuższym relaksie zajęłam się smażeniem naleśników na jutro. Szybko mi poszło, tyle, że z dudnieniem kaszlu (ciągle coś, glut nie chce się ode mnie odczepić). Pomijając kaszel, rzeczywiście odpoczywam psychicznie od codzienności.
Mija 5 lat od śmierci Eileen.


Sernik smakowicie wygląda. Mama w tym roku upiekła tylko piernik, a ja nie pomyślałem niestety, żeby sernik upiec u siebie.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, nie umiem piec sernika. Ten kawiarniany był bardzo smaczny :)
Usuń