Pobudka o … trzeciej :D. Źle spałam, wyglądałam przez okna, robiłam zdjęcia świtu.
Wyszliśmy z naszego ulubionego schroniska o siódmej, oglądając się za siebie i robiąc sporo zdjęć. Do następnego razu :)
Zamiast kontynuowania marszu oczywistą drogą (czyli po północnej stronie Wielkiego Szyszaka) zaplanowaliśmy zejść z Głównego Szlaku Sudeckiego i wrócić na niego za symbolicznym źródłem Łaby. Po drodze Czechy, szlak zielony w kierunku na Szpindlerowy Młyn ze skrętem w Labský Důl, wspinaczką do Labskiej Boudy i marszem do Hali Szrenickiej.
Początek szlaku był stromy i nietypowy, zarośnięty, w ogóle prawie nie uczęszczany, znaleźliśmy na nim np. płytę nagrobną (oraz monetę z roku 1962, którą zgubiłam gdzieś w trakcie wspinaczki, pewnie, gdy wyciągałam z kieszeni telefon, żeby zrobić kolejne zdjęcie).
Trasa do źródeł Łaby to trudna bajka. Wspaniałe widoki, dużo zieleni, mało ludzi. Ale potem trzeba zacząć powrót na grzbiet, a mamy już kilka km w nogach, na dodatek pogoda niepotrzebnie się rozsłoneczniła.
Minęliśmy Szrenicę ze schroniskiem zagnieżdżonym jak orle gniazdo i po czwartej siedzieliśmy w pokoju nr 304 (335,60 zł, rezerwowany przez booking, własna łazienka), po obiedzie i kompletnie wyzuci z energii. Kochany musiał się zdrzemnąć choć godzinkę, ja nie byłam lepsza, i nawet myśl, że już nie musimy się spieszyć nie pomagała.
Przy wieczornym zamawianiu naleśników i ich konsumpcji okazało się, że schronisko ma kota. Kot Wacek:









Ładnie odżywiony rudzielec.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, 10 kilo kota (co najmniej), widać, że jest lubiany ;D
Usuń