Wieje. Mapa wiatrów pokazuje, że w naszym zakątku o szóstej rano średnia prędkość wiatru mogła jednak przekroczyć 90km/h. So far so good. Od czasu do czasu szumy zamieniają się w ryki, na szczęście wieje od południowego zachodu, od lądu, więc nie bezpośrednio w drzwi frontowe (tak było późnym wieczorem, gdy nadeszła pierwsza fala). Podmuchy uderzają w dom pod kątem, nieco zmiękczone przeciskaniem się przez wioseczkę. Słucham RTÉ Radio 1, lotniska Shannon i Dublin pozostały otwarte, wyobraźta sobie ludziska! Pracownicy czekają, kiedy będzie można wysłać pierwsze samoloty, bo teraz niestety trochę wieje ;)
___
edit 12:20 jakiś czas po dokonaniu pierwszego wpisu wysiadło wszystko, brak prądu, brak sieci. Jak widać jednak będziemy żyli: ruszyło ogrzewanie informując nas, że Irlandia wraca do roboty. Nadal bardzo wieje, nie pada, jest jasno, natura przearanżowała nam przestrzeń rozrzucając po ogródku suche liście lucyfera złożone przez Kochanego na Rysiowej górce. Mimo wiatru kos stawił się na lunch, w nagrodę dostał od Freda jabłko. Właśnie zagotowałam pierwszą wodę w czajniku, a nie na gazie. Sztos. W tzw. międzyczasie na czytniku dokończyłam lekturę Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił Nikoli Sellmair & Jennifer Teege (Prószyński i s-ka, 2014).
___
edit 15:55 ach, ach, mąż uskutecznił obiad: kotlety wołowe własnymi rączkami ulepione, kartofflen, zasmażane buraczki. Po trzeciej zostałam przez małżonka obudzona słowami Kochanie, za pięć minut. I było za pięć minut. Pękam.
___
edit 18:50 kontakt z mamą był; świekra też właśnie zadzwoniła, o pogodzie rozmawiamy, bo wiadomo, pewnie tv Republika też nadaje o tragedii i chaosie :D
___
edit 20:00 W porównaniu z sytuacją poranną, obecnie wietrzyk, a na czystym niebie świecą gwiazdy. Czytam w The Irish Times jak tam ogólnie nasza mała wyspa zniosła wizytę miłośniczki koni. Na Mace Head zarejestrowano podmuch o wartości 183km/h. Nice.
Około południa zaczęliśmy z Kochanym składać teleskopową półkę łazienkową, niezłożona do teraz (ktokolwiek rysuje instrukcje, zlituj się człowieku, spójrz, czy to się zgadza z częściami!).
Trzymaj się czegoś solidnego! Powodzenia!
OdpowiedzUsuń@Agniecho, trzymałam się czytnika, kordły i męża. Dałam radę ;)
Usuńno mam nadzieje, że przeżyliście?? czy jeszcze dmucha i ryczy? teraz u Margo tez przeczytałam. trzymajcie sie.
OdpowiedzUsuń@Teatralna, wieje cały czas, momentami podmuchy nadal są bardzo niebezpieczne, ale mieszkamy w małym domku schowanym w zatrzęsieniu innych, w miejscu niezalewowym, więc tyle naszego zmartwienia, że w domu było zimno (brak prądu), autobusy pewnie nie chodzą (to gdybyśmy dzisiaj pracowali, a nie pracujemy). Sąsiadów wronich mi szkoda, bo mają gniazdo na wysokim drzewie, widać, że próbują przeczekać siedząc niżej.
UsuńJak teraz Moniko co u was? Nie ma strat? ja tu czytam że podmuchy 180 na godzine A ptaków szkoda bardzo. Jeszcze raz trzymajcie sie
Usuń@Teatralna, w naszym rejonie w porządku, wiatr jest obecnie poniżej 40km/h, Éowyn powędrował do Szkocji i noc będzie spokojna. Na zachodzie i południu podobno duże straty, ludzie mogą nie mieć prądu przez kilka dni, więc my w porównaniu jak te pączusie w maśle.
Usuń