Strony

wtorek, 7 stycznia 2025

1848. W środku.

Przed południem skończyłam słuchanie Psa Baskervillów po angielsku; przyjemna, staromodna lektura. Dzień był słoneczny, więc miałam pomysł, żeby pójść nad morze, ale przeszło mi po pięciu minutach w ogródku, w czasie których otwierałam plastikowe wiaderka z karmą dla ptaków (ręce zgrabiały mi na sople lodu; okazało się, że powiewy wiatru bywają całkiem żwawe). Mleko przyszedł mi "pomóc", plątał się pod nogami i z entuzjazmem zareagował na zaproszenie do domu: nie dokarmiamy go, ale chciałam chociaż na chwilę odciągnąć jego uwagę od zbierającej się za domem ptasiej ferajny. Mleko pała wielką miłością do grzejnika w korytarzu, na moment przewrócił się na brzuch i oparł  o niego łapy. Co jeszcze? Zdrzemnęłam się, część ubrań ze świątecznego wyjazdu wrzuciłam do pralki na easy wash, wysłałam CV z listem skleconym naprędce, zaczęłam czytać Iwasiów, zrobiłam obiad. Kochany wrócił przed szóstą; życie domowe ciurka regularnym strumyczkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.