Strony

środa, 22 stycznia 2025

1863. Kręcę się ...

... w nocy jak głupia, szkoda, bo dzień wolny, mogłam więcej wypocząć. 

Znowu wyszliśmy na spacer, choć pogoda dzisiaj chłodna i ponura. Przed wyprawą zapukałam do Katlin; w drodze zatrzymał mnie Li, rozmawialiśmy o jego psie, o tym jakie łagodna Lucy ma szczęście i w ogóle. Li ma brodę jak święty Mikołaj i niewiele własnych zębów, oliwa z niego, ale zwierzęta chyba rzeczywiście lubi, poza tym razem z Ivą są raczej pogodnymi sąsiadami. Z Katlin sprawa była dłuższa, jak zwykle. Dałam jej zapasowy klucz do domu, bo jutro w czasie naszej nieobecności ma przyjść gość z councilu coś tam oszacować. Przy okazji podziękowałam wylewnie za rudy plecak, szalik i w ogóle (nie widziałyśmy się od początku roku). Gdy wspomniałam o wizytach Kochanego u lekarza, sąsiadka ściszonym głosem zaczęła rozprawiać o jakimś szarlatanie, który w okolicy leczy raka z bardzo spektakularnymi rezultatami. Katlin, czy to są narcyzy? zmienił temat bardzo sprawnie Fred. Rzeczywiście, okazało się, że to narcyzy wschodzą, co wiedzieliśmy od samego początku, ale dzięki temu rozmowa zeszła na pana, który będzie u sąsiadów robił wycenę wylewki pod miejsce parkingowe. Może wpadnie i do nas. Poza tym idzie sztorm bardzo groźny, w radiu państwowym ostrzegają. Zerknęłam na mapę, na razie prognoza na piątek rano brzmi: średnia wiatru ∼90km/h.

Na wybrzeżu widoki dalekie i ostre, latarnia morska jak szpilka, półwysep Howth unosił się nad wodą jak latający dywan pod który zamieciono śmieci. Zmiana aury kroi się w powietrzu jak nic. Doszliśmy do krokodyli i z powrotem (zimno), w międzyczasie z wody wyszła grupa morsów, więc w małej kawiarence przy plaży zrobił się przemarznięty tłum (zrezygnowaliśmy z kawy). W drodze powrotnej Fred kupił wątróbkę na dzisiejszy obiad. Kiedy siedziałam w sypialni słuchając audiobooka, Kochany zrobił pyszne jadło (wątróbka jagnięca, kartoffeln, kiszona kapusta z cebulą i kminkiem), zjedliśmy go przy dźwiękach Republiki, na drugi ogień poszedł Maanam.

Przypomniałam sobie, że dawno nie oglądałam rozgrywek sumo, nadrobiłam wieści z Kyūshū Basho (w listopadzie wygrał Kotozakura), ale to był szybki skan. Cały czas wisiało mi nad głową, że trzeba przejrzeć i ocenić materiały na jutro. Meh. Obrobiłam się do dziewiątej i teraz już tylko laba ;E
___
edit 21:58 Nie wpisałaś marchewki, powiedział Fred, do kapusty oprócz cebuli i kminku dodałem utartej marchewki i oleju. Dopisuję dla potomności. Żeby wiedziała!

6 komentarzy:

  1. Korekta konieczna, bo juz mialam pytac co to za surowka bez marchewki i oleju. U nas wczoraj przyszedl mroz i snieg, rano slubny nie chcial mnie samej wypuscic z domu, wiec mnie wozil. Wciaz zimno, ale po sniegu nie ma juz sladu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @artdeco, bardzo się cieszę :D Taka drobiazgowość początkowo nie przyszła mi do głowy. O mrozie i śniegu możemy co najwyżej pomarzyć, ostatnia prawdziwa zima była tutaj w lutym pamiętnego roku 2018.

      Usuń
  2. Do nas przyszło niemal wiosenne ocieplenie, ale podobno zima jeszcze nie zrezygnowała. W każdym razie dni już dłuższe, więc i do prawdziwej wiosny coraz bliżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @BBM, mnie jest ciągle za mało światła. Nadal zdarza się, że rano wyjeżdżamy w smolistej ciemności.

      Usuń
  3. Najgorzej jest, gdy ma się wolne albo po prostu więcej czasu. Człowiek się kładzie do łóżka. Nie da się spać. Kilka godzin w plecy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @137, czy ja wiem, czy najgorzej. Chciałoby się po prostu dobrze wypocząć, ale coraz mi trudniej i nie wiem z czego to wynika. Pewnie wiek ;D Gdy z rana trzeba się zwlec do pracy, wcale nie jest lepiej, ale przynajmniej się o tym nie myśli.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.