Strony

poniedziałek, 20 stycznia 2025

1861. Dzień o nazwie poniedziałek.

Rano dwa razy wylewałam herbatę, wyszła mi za trzecim, bo z papierka (liściasta pachniała tynkiem, mózg do niczego nieprzydatny lecąc na autopilocie nie był w stanie zarządzić dokładnego wypłukania sitka). W pracy robiłam swoje, przemykając w równym tempie do końca zmiany. Kochany przed południem był na pobraniu krwi, po południu podjechał pod Centrum i zabrał mnie na oglądanie farby, a wcześniej do Costy (kawa, chicken&chorizo flatbread). Wybraliśmy dwa potencjalne kolory kuchenne (no nie wiem, czy tak kuchenne wg typowej rozkminki, bo jeden się nazywa hot cherry, na razie Kochany kupił próbki). W drodze do samochodu zatrzymaliśmy się przy McSeanie popalającym papieroski i ucięliśmy small talk o wczorajszych przeżyciach (McSean pomagał Kochanemu wybrać kołki, czyli ma swój mikroudział w tym dziwnym sukcesie).

Pogodowo czary-mary. Gdy jechaliśmy do miasta, nad polami unosiła się warstewka mgły, wyglądało to trochę jak jesienny poranek w Polsce. Wczesnym popołudniem już normalka: w mieście jeszcze jako tako, na prowincji mgła jak mleko, cały cypel w morskiej zawiesinie. 

Przymulanko niewielkie, czytam to i tamto (zaczęłam Niewygodną Patrycji Volny), robię obiad, rozmawiam z mamą (mama coś nie w nastroju, wybadywałam ostrożnie, ale się niczego nie dowiedziałam, może chandra niesprecyzowana, czyli coś podobnego, jak u mnie). Trochę słuchałam pana Montaigne'a dłubiąc brzydkie szkice ładnych ludzi, pokładałam się na łóżeczku, lub przeciągałam wydając dźwięki. Ekspresowo przejrzałam papiery na jutro i sposobię się do kolejnego napadu na łóżko. Kochany mi przypomniał, że narcyzy już kiełkują. Idzie ku lepszemu czyli.

6 komentarzy:

  1. To pogodę mieliśmy chyba podobną. Rano było u mnie bardzo mglisto, po południu przejaśniło się, ale nie do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, całkiem być może. Mama mówiła mi, że u nich nawet dość ciepło.

      Usuń
  2. Ja ostatnio w Costa złamałam sobie ząb, więc teraz tylko kawa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @KrólowaKaro, oj, nie mogę sobie przypomnieć co jest takiego twardego w ich asortymencie :)

      Usuń
  3. Mgła. Lubię mgłę. Jeżdżę rano do pracy przez "Manhattan" i nieraz widzę, jak ileś tam pięter dosłownie znika. Fajnie to wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @FrauMe, mgła bardzo mi się kojarzy z moim domkiem pod lasem, z nieużytkami na których we mgle budzą się żurawie :) Chwilowe, poetyckie.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.