Czwartek
Kochany zawiózł mnie do pracy i zabrał z niej wczesnym popołudniem (mam dobrze w życiu). Do tego pogoda łagodna i słoneczna. Po trzeciej obiad zrobiony przez męża i Morderstwo najgorszego sortu (1964) oglądane z przerwą na jedzenie. Po wszystkim drzemka. Potem gadamy i gadamy, ociągam się z prysznicem, bo gadamy. Jeszcze chwila dla najnowszej Gosi ze Szkocji. Późnym wieczorem skończyłam czytać Pięćdziesiątkę Ingi Iwasiów (Wielka Litera, 2015). Kochany dostał tę książkę od swojej byłej dziewczyny; okazała się całkiem ciekawa. I pewnie przez mielenie wątków fabuły słabo spałam, choć sny miałam od czapy: śniło mi się, że przewoziliśmy z Kochanym koty. Samolotem. Ratowaliśmy je, one o tym wiedziały i były bardzo grzeczne. Budziłam się kilkakrotnie, przetykając myśli o książce dziwnym śpikiem wędrownym.
Piątek
Gdy ostatecznie otwarłam oko, była 7:40. Jeszcze myślenie o lekturze, układanie sobie planu czytelniczego z książek papierowych; na śniadanie resztki z wczorajszego obiadu; Kochany wstał trochę później i od razu miał wspaniały pomysł: pojedziemy na plażę, potem do El Paso na obiad i kawę. Wszystko to stało się prawdą, najpierw jednak wysłałam list motywacyjny (Szef sugerował abym to uczyniła pronto). Ka zadzwonił, jest trochę chory, ale może wpadnie jutro pomóc Fredowi w przestawianiu mebli.
Błękitna plaża niewyraźna, jej kontury rozmazane, małe klify jeszcze jako tako widoczne, ale gór w tle brak, nikły ich kształt przysłonięty mgłą można wziąć za miraż. Na dodatek był właśnie szczyt przypływu, który zabrał nam plażę, gdy dochodziliśmy do domu przy falochronie.
Do tego wiatr w twarz, gdy wracaliśmy do samochodu. A skoro plaży brak, nie zatrzymaliśmy się w porcie po drodze, tylko od razu pojechaliśmy do El Paso. W suszarni dostał się nam stolik w najdalszej głębi borsuczej jamy; mój obiad składał się z uramaki z awokado:
W zakątku kawowym w oknach zniknęły już malowane historie świąteczne, i czego ja się dziwię, przecież za dwa tygodnie wiosna; napoje jak zawsze bardzo dobre i ładnie wyglądające; rozchodziłam się w szwach, więc zamiast naleśników mała kulka o smaku biscoff:


Szczęśliwa z Ciebie niewiasta. I dobrze. Bardzo dobrze.
OdpowiedzUsuń@FrauBe, w temacie szczęścia nie można się ociągać, kruca bomba ;)
UsuńBa! Żebym to ja wiedziała, jak to zrobić!
Usuń@FrauBe, nie wiem, czy to Ciebie pocieszy, ale też niewiele wiem na ten temat technikaliów. Po prostu, do przodu ;)
Usuń