Strony

sobota, 18 stycznia 2025

1859. Skrót sobotni.

Późne wstawanie, późne śniadanie. Po śniadaniu intensywnie bawiłam się zakładaniem konta na Bluesky (porzuciłam konto na Threads) oraz marnowaniem czasu na denerwowanie się sprawami, które mnie w ogóle nie dotyczą. Kochany podobnie, więc w którymś momencie sobie o tym rozmawiamy. Po trzeciej, widząc już, że Ka dzisiaj nie przyjedzie, wyszliśmy na spacer nad morze.

Sporo ludzi z psami. Słońce zniżało się do spania. Robiłam zdjęcia morskiej pianie. Przyglądaliśmy się z Kochanym kamieniom i znaleźliśmy dwie ciekawe skały osadowe z fragmentami sfosylizowanych stworzonek (moje znalezisko po prawej, znalezisko mężowskie po lewej):

Do kieszeni. Chłodno, idziemy zakutani w milusie tkaniny i dobry jest taki spacer; po łażeniu wszystko lepiej smakuje, wiadomo. Na obiad bakłażany; trawiąc dobroci dodzwoniłam się do tatki; chwilę rozmawialiśmy o pogodzie, o zwierzakach (Malinka dostaje jeść z ręki jak klórowa, nie wstając z tronu zjadła tacie pół kotleta). Po jedenastej skończyłam na czytniku Autostopem przez Galaktykę (Zysk & s-ka, 2016) Douglasa Adamsa.

6 komentarzy:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.