Strony

wtorek, 14 października 2025

2127-2128. Powrót w tryby.

Poniedziałek. Solidny sen. Skończyłam niedzielę czytając do końca Prawiek i inne czasy Tokarczuk (WL, 2005). A dzisiaj trzeba już było wracać do realiów. Realia były gęste, taka praca, pchnęłam wszystkie papiry, zjadłam meksykańskie jedzenie, wróciłam do domu.

Po nakarmieniu kotów, nakarmieniu siebie oraz po obowiązkowych głaskach zrobiło się przed siódmą. Rozmawiałam chwilę z tatką. Rozmawiałam dwa razy z Kochanym (dwa razy wieczorem, wcześniej oboje byliśmy zajęci, mąż już w Jeleniej i okolicach).

We wtorek rano sprawdzam pogodynkę: ma nie padać. Tymczasem na żywo ponurość i niewielki opad chmury. Dzień pchnęłam, ale teraz widzę, że ciężko — bardzo jestem zmęczona, oczy mi się zamykają. Kochany wkleja zdjęcia ze znanych mi okolic, piękne, rozświetlone. 

Odkryłam, że nie mam kabla do telefonu, a cacko prawie zdycha. Zagadnęłam Anne w temacie, zaraz zapukała i poratowała; rozmawiałyśmy chwilę w Kuchniosalonie, w towarzystwie myszy wyczyniających cuda, ale ona też zrypana, jeszcze nie jadła obiadu, trzeba było kończyć. Łeb leci.

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.