W pracy wywaliłam w końcu przeciekający toner z niebieskim tuszem, zepsuty jeszcze przez Szefa. Refleksja filozoficzna: od razu lepiej. Bonusik: wydrukowałam śliczne zdjęcie Ryszarda, który teraz będzie mi towarzyszył w biurze. Spokojny, typowy dzień po bank holiday, jeszcze nie wszyscy wrócili umysłowo do pracy, więc nikt się nie czepiał i nie miał własnych pomysłów (nikt się nie czepiał, poza mną — zadzwoniłam z pretensją, że żarówki nadal niewymienione :D).
Odwiedziwszy wprzódy jajomat, jechaliśmy popołudniem na taki garniec złota:
Po śmierci emigranta, z kotów-lokatorów została Anne tylko Mili. Dzisiaj pierwszy dzień kocioopieki, sąsiadka wróci do domu w czwartek późnym wieczorem. Mili jest duża i ładna, ale nasza Bronia jest ładniejsza ;). Z kolei Fredowi kończy się czas dojazdów do Pieseła; po podaniu psu śniadania, mąż przyjechał do domu, podwiózł mnie do pracy, potem jeszcze raz zajechał do miasta, dokarmił Pieseła w czasie dnia, bo też i pomysł miał taki, że wieczorem już do niego nie wraca. Ale wieczór i tak będzie długi, Kochany jedzie na lotnisko, po Ka z rodzinką. Za szybko nie jedzie, samolot przylatuje o pierwszej w nocy (przy dobrym wietrze).
Po wege obiedzie (kartoffeln, fasolka z zasmażką, jaje), szybkim zmywaniu i moim chwilowym wyjściu do sąsiadki, zrobiliśmy sobie kolejny halloweenowy seans za sprawą następnej płyty dvd: Lawa (1989) Konwickiego. Bardzo dobra adaptacja Adasiowego tekstu. Myszy oglądały, ziewały, tłukły się i tak dalej. Mania w drugiej części dramatu słodko zasnęła nam na kolanach.
"Lawę" chyba nawet w kinie widziałem. W każdym razie podzielam opinię, że dobre to było.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, na pewno widziałam ten film po raz pierwszy w latach 90.
UsuńNie widziałam Lawy. POmyślę....
OdpowiedzUsuń@AgaAgra, tak jak napisałam w poście, dobra adaptacja.
UsuńOch, jakiej mi narobiłaś ochoty na taki obiadek! Tylko jeszcze koniecznie surówka by się przydała.
OdpowiedzUsuń@FrauBe, surówki nie było, gdyż za dużo z tym roboty :D (albo zapomnieliśmy)
UsuńJa po prostu muszę mieć jakiś "mokry" popychacz do jedzenia.
Usuń@FrauBe, aaa, płynami sobie pomagam.
Usuń