Ciężka, ciężka pobudka, przez ostatnią godzinę miałam wrażenie, że zaśpię, więc o głębszym śnie nie było mowy.
W pracy dogrzanie pomieszczeń zabrało ponad dwie godziny. Ogrzewanie sufitowe było w piątek wydajniejsze, ale w międzyczasie mieliśmy dwa dni niezwykle zimnej aury, więc dmuchawy musiały najpierw rozmrozić szron na zewnątrz (coś mi tam tłumaczył gość, który czyścił filtry; co za dureń wpadł na pomysł umiejscowienia ogrzewania w suficie, i w ogóle użycia tego typu systemu — oczywiście to wszystko dobrze działa jako klimatyzator, tylko po cholerę schładzać pomieszczenia w Irlandii? ech). Po dziesiątej wyskoczyłam na chwilę kupić mleko dla tutorki, ale tak naprawdę wziąć kawę na wynos i ciasteczko, przejść się i wyglądać bosko. Bo w całym tym opatuleniu słońce świeci jak szalone, wydobywa piękno z przedmiotów i ludzi.
Mimo katastroficznych przewidywań, pogoda przez weekend uraczyła nas tylko szronem, śnieg się nie pojawił, niestety jutro na pewno będzie tak samo zimno.
Po zakończeniu pracy wsiadłam w Babcię i wyjechaliśmy z Kochanym ... na kawę. Wracając z kawiarni kupiłam jeszcze nowego erfrajera (dwulitrowy Salter został zastąpiony przez Hadena, sześć i pół litra). Przed domem natknęliśmy się na Li, Lucy ciągnęła go do Freda, wiadomo, żeby się przywitać kulturalnie.
W pieleszach dopadła mnie niemoc. Stygnę. W głośnikach Mirek i Magdalena Czyżykiewicz, album Piano, oraz Janusz Radek z Serwus madonna. Z obiadu zrobiła się kolacja; Kochany upichcił, zjadłam i skryłam się pod kołdrą. Czy już moglibyśmy mieć piątek?
___
edit 22:20 Mańka dba, żeby się nam w życiu nie nudziło. Fred właśnie awaryjnie ściągnął jeden z kloszy w Kuchniosalonie.
Potrzebujesz większej ilości frytek niż do tej pory? Ja u siebie smażę prymitywnie, w oleju na patelni, więc nie bardzo wiem, jak działa taka nowoczesna frytkownica.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, akurat frytek nie jemy za często, a w domu ostatnio prawie wcale. Stary frajer się zepsuł, chcieliśmy coś kupić i wzięliśmy to, co było w dobrej cenie (robimy nim obiady, przede wszystkim opiekamy mięso).
UsuńAaa... rozumiem.
UsuńU mnie frajer pojawił się znienacka i o ile początkowo podnosił mi ciśnienie, bo sądziłam że będzie kolejnym gadżetem-zawalidrogą w kuchennej przestrzeni, to po czasie widzę, że jednak się sprawdza. Czasami wyłapuję w tv jakieś programy o tym, jak go wykorzystać i ludzie potrafią robić masę potraw, łącznie z pieczeniem 😲 Jedyny minus póki co, to że ma tylko jedną szufladę.
OdpowiedzUsuń@Aśka, u nas wylądował przez przypadek, była zniżka, mąż potraktował to jako test. I dobrze, bo w międzyczasie przestaliśmy używać piekarnika :)
UsuńWyglądać bosko - podoba mi się 😃😃😃
OdpowiedzUsuńAirfryer-a też używam 👍👍
@Tomku, nie inaczej ;) Frajer bardzo się nam przydaje.
Usuń