Strony

sobota, 10 stycznia 2026

2216. Prawie pożytecznie.

Sobotę zaczynałam w odcinkach, budziłam się kilkakrotnie, najpierw, bo Kochany wstawał wcześnie do pracy, potem budziły mnie sny, których za Chiny nie pamiętam (na pewno nie były to koszmary, jakieś wątki ciekawe, ale ślady pamięci znikły). Gdy się w końcu wykopałam spod kołdry, zupełnie zaskoczył mnie widok za oknem, mgła i biel szadzi na dachach. 

Gdzieś z rana zauważyłam, że znajomy, który ostatnio próbował się ze mną skontaktować, usunął mnie ze znajomych na FB. Po raz drugi, bo już się to zdarzyło. Chyba jestem przyczyną czyjegoś strapienia. Czasem tak bywa, że można nic nie robić, nie mieć żadnych intencji, a i tak wychodzi komuś na złe.

Przy śniadaniu odkryłam w domu po prawo jakieś oznaki życia, ktoś się tam tłukł, drzwi były półotwarte, pies wrócił. Czyli plotki zawierały w sobie tylko ziarno prawdy. Może sąsiad, tak jak sąsiad u moich rodziców, mieszka na dwa domy i do nas wpada z psem raz na jakiś czas? (swoją drogą, sąsiad moich rodziców dość mnie fascynuje, starszy pan z kundelkiem, na działce vis-à-vis mojego domu rodzinnego wybudował coś w rodzaju drewnianego letniska typowego dla ogródków działkowych; kiedyś był to ogród innych sąsiadów, pod którym kryły się fundamenty zbombardowanego domu, teraz rodzaj rod(os) i to bardzo ładnie wykorzystane; pan przyjeżdża, rozpakowuje się, piesek biega, obszczekuje kąty i drewniany domek ożywa na kilka dni, w oknie świeci się światło, z komina sunie niewielki dym, jest życie).

W ciągu dnia coś tam zrobiłam nibypożytecznego, odpaliłam mopa i tak dalej. Obejrzałam A Mind to Murder (1995) ... to nie wiem, czy pożyteczne ;) Zrobiłam nam obiad. Z dużym opóźnieniem zerknęłam na Wigilię w Japonii. Dzień przeleciał. Kochany po prysznicu, Bronka u kotaty na kolanach, prasówka.

4 komentarze:

  1. Fundamenty - myślę - szybciej po budynku zwyczajnie spalonym. No chyba, że macie jakieś konkretne relacje o bombardowaniu wsi. U moich dziadków (tych ze wsi) na posesji też były fundamenty po spalonym budynku mieszkalnym. Właściciel (miejscowy żandarm) uciekając w styczniu 1945 sam podłożył w budynku ogień. Informacja jest od sąsiadki, którą wywieźli na roboty do Prus Wschodnich, a po wojnie została już na tym gospodarstwie, na którym wcześniej pracowała niewolniczo. Żandarma wspominała bez sympatii, bo nie lubił Polaków i jak jej kiedyś przyłożył przez plecy bykowcem, to jej ten ból się nawet na starość przypominał przy atakach reumatyzmu.
    Dziadek na tych fundamentach (na połowie) miał postawioną kuźnię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, nie wiem tego na pewno, ale takie chodziły historie, gdy byłam mała: kilka domów pod lasem zostało zbombardowanych, prawdopodobnie przez samolot wracający z Breslau. Do lat 90. zostało po tym wydarzeniu kilka wolnych przestrzeni w mojej okolicy — w linii prostej cztery wolne place na których kiedyś były gospodarstwa. Działki zaczęto zabudowywać dopiero w ostatnich 20 latach. Nie wiem na ile jest to wiarygodna wersja, ale pamiętam legendę rodzinną, że w naszym domu na strychu przez jakiś czas mieszkała Niemka i możliwe, że ta opowieść jest echem jej opowieści podanej dalej przez ciocię mojego dziadka, która w latach 60. sprowadziła moich dziadków na "zachód".

      Usuń
    2. Na logikę - samoloty wracające z bombardowania raczej by z sobą bomb nie miały. Ale skoro taka jest opowieść, no to jest i już.

      Usuń
    3. @Dariuszu, opowieści wcale nie jest pewna, bo legendy rodzą się łatwo nawet teraz. Natomiast nie ma nic niejasnego w logice na temat bombowców. Oczywiście, ani przez moment nie uważałam, że wieś w środku lasu mogła być sensownym celem. Ale zdarzało się, że samoloty nie docierały z różnych powodów do celu, a lądować z bombami na pokładzie nie było bardzo roztropne :)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.