swetry wyprane ręcznie, kawa wypita, Mańka wygłaskana, Czas pogardy Sapkowskiego dosłuchany do końca (dobre), podłoga umyta, Rudzkiej Ślicznotka doktora Josefa zaczęta (mocne), rozmowa z mamą odbyta (mama słabo się czuła, zamiast na robieniu planów skupiłyśmy się na programie z Wajrakiem), obiad ugotowany i zjedzony, Bronka wyspacerowana pod niebem chmurnym i w trawie mokrej (Mańka też, szła z kotatkiem)
edit 21:32 pod prysznic znowu wpadł nocny motyl, bladożółty, ładny (przy tej okazji edukuję się, że na wyspie jest około tysiąc pięćset rodzajów ciem i że tę, która nas nawiedziła, wcale nie jest tak łatwo zidentyfikować)
Moniko, jakaż Ty zarobiona dzisiaj byłaś! Będziesz miała siłę jutro żeby odpoczywać? 😉
OdpowiedzUsuń@Aska, nie jestem.
UsuńI jeszcze zapału wystarczyło na blotkę, podziwiam.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, biorę każdy podziw za dobrą monetę :)
UsuńEnergia Cię rozpiera 😁
OdpowiedzUsuń@Tomku, nieszczególnie, nastrój miałam raczej trudny, szczególnie Rudzka nie nastraja optymistycznie.
Usuń