Widzę, że Szefowa postanowiła wpadać raz w tygodniu na chat przyjacielski, bardzo ciekawe. To sobie porozmawiałyśmy jak czekistka z czekistką. Do miasta zjechał też Benedicto na swoim motórze, poszłam na spotkanie do Czarnej, rozmowa rozwlekła się ponad lunch break, gdyż była bardzo życiowa (praca, wiadomo, zjawiska społeczne, nalot migrantów, którzy znają po kilka języków, cholery ;)), po drodze jeszcze nadziałam się na Saren, it's hard it's hard, wymieniłyśmy się boleściami naszego zajęcia.
Popełniłam wykroczenie: zjadłam burrito, tak się nim ożarłam, że gdy zjechaliśmy z Kochanym na wieś, nadal nie byłam gotowa na obiad. Za to wyszliśmy na spacer z kocureczkami, a potem we dwoje nad morze. Szaro, cicho (po drodze zdybała nas Uśmiechnięta Kathleen ... znowu mamy błogosławieństwo do zużycia, oraz Gerard na spacerze z Molly), kawiarenka właśnie się zamykała, w piasku już w połowie zagrzebane wielkie truchła lwich grzyw.
Wracaliśmy przez osiedle domków notując w głowach, co nowego powstało, co wyremontowano, jak miejsce ładnieje i zyskuje na wartości. W domu przed siódmą. Obiad zjedzony po ósmej (kiedy ja to strawię?). Powoli kończę Huellego, może uda się przeczytać jedną opowieść przed kilkoma kartkami z Czarodziejskiej góry.

Po 19 staram się już nie jadać nic. Dzięki temu lepiej mi się śpi, a rano budzę się głodny. Chudnę i mam lepszy poziom cukru z rana.
OdpowiedzUsuńNo dobra, czasem wiadomo - szaleństwo (prawie pięćdziesięcioletniego człeka) i jedzenie kolacji jak w krajach południowych - duża kolacja po 21. Ale potem mam mnóstwo wyrzutów sumienia 😐
@Tomku, kiedyś mogła mielić na okrągło, teraz ... też pewnie mogę, ale późnym wieczorem odczuwam dyskomfort, więc pomna konsekwencji wolę jednak nie :D
UsuńSaren 🙂 Fajne imię 🙂
OdpowiedzUsuń@Aska, prawda? Sama je wymyśliłam :D
Usuń@Monika, zdolna bestia jesteś, jak wiadomo 😁 Mogło być równie dobrze typowo irlandzkie. Zgaduję, że to skojarzenie z kimś/czymś?
Usuń@Aśka, po prostu nick.
Usuń