Wszystkim nam bardzo dobrze się spało, nawet koty powoli wychodziły z zakątków.
W pracy mniej fajnie, tracę zainteresowanie (jako się rzekło, obsuwy się pojawiły, niby się spodziewałam, ale wkurwiło mnie to cichym wkurwem, czyli tym najgorszym). Dzień zupełnie szary, jakby współgrał. Spacer popołudniowy z koteczkami krótki, bo jestem do kości wychłodzona i marzę o gorącym prysznicu. Oczywiście to wszystko minie. Najbardziej dołuje mnie natenczas temat pracy, ale należy on do rzędu spraw na które wpływ mam iluzoryczny. Jem ciastki w łóżku, bo mogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.