Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytnik. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 grudnia 2023

1470. 25122023.

Po świątecznym śniadaniu jarałam się prezentem. Będąc laikiem w temacie różnic pomiędzy Legimi a EmpikGo zaczęłam surfować po tym drugim i nawet zrobiłam listę książek, które chcę mieć już, pomijając opcję wypożyczania. 

Nasza ulubiona kawiarnia była zamknięta, ale chociaż na trochę wybyliśmy z domu, pretekstem był stary cmentarz w Zirkwitz. Leżą tam mój pradziadek ze strony taty i jego szwagierka. Zmiotłam liście z grobów i zapaliliśmy po jednym nowym wkładzie. Cmentarz jest nieczynny, jeden z ostatnich pochówków jest z roku 1960, uchowało się też kilka niemieckich nagrobków.

Kochany dzwonił do cioć, eR i Ce, z życzeniami świątecznymi (stąd się zresztą wzięły okołoposiłkowe rozkminki na temat rodzinnych dziwactw). Jedliśmy. Drzemałam. Zerkaliśmy na filmowe klasyki, PotopFaraon, Vabanki. Nadal trochę kaszlę, nie wiem, czy to można nazwać chorobą.

niedziela, 24 grudnia 2023

1469. Wilija'23.

Męczył mnie nos i kaszel, więc wstałam z łóżka przed siódmą, żeby się przeciągnąć i napić herbaty, a tu za oknem sytuacja śniegowa:

Jeszcze przed śniadaniem zaczęłam robić sałatkę (Kochany nucąc Christmas Time The Darkness pomógł mi w krojeniu kartofli, ale to później w ciągu dnia). Zawinęłam też krokiety (wyszło 16). Mama przygotowała karpia, zrobiła galaretkę z kurzyny i kapustę z fasolą à la babcia Mania. Przez większość czasu pracowałyśmy pod czujnym okiem inspektora ds. żywności:

Po wodzie ze śledzia pojechaliśmy z Fredem na chwilę na cmentarz, żeby zostawić światło dla dziadków i cioci. W tym czasie śnieg zdążył już stopnieć i na ścieżkach zalegały brejokałuże.

Wigilia była bezopłatkowa, intencjonalnie, bo nie było komu pójść do kościoła (rodzice nie przejawili entuzjazmu w tym kierunku). Wymieniliśmy się prezentami, zjedliśmy parę potraw (ja uszka w barszczu, pieroga i kapustę z fasolą). W trakcie kolacji zadzwoniła świekra, żeby nam pokazać rodzinną imprezę ze szwagrostwem. Po kolacji tatko zadzwonił do wujka Kaza i nawet wcięłam się mu w rozmowę, bo widać było, że chrzestny jest zaciekawiony naszą wizytą. Kochany dostał ode mnie perfumę Armaniego Bois D'Encens, ja dostałam czytnik książek PocketBook Era :D. Dzień był udany pod wieloma względami, np. Malineczka, która wczoraj nie chciała jeść i puszczała bąki, dzisiaj odzyskała apetyt. Teraz przed nami dwa dni laby bez martwienia się o obiady.

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

965. Komórka mózgowa ds. laptopa.

Ciepło, szerokie spodnie i bluzka z rollingstonesami. Grubaskowaty Dżejmi szedł ze mną do West St w swoim różowym outficie porannym popalając e-papierosa o smaku truskawkowym. Bye Dżejmi, and don't follow me!

Ponieważ zapowiada się nam jednorazowy przypływ gotówki, Fred zaproponował kupno nowego komputera (dla mnie). Nawet bym o tym nie pomyślała, gdybym nie była znaną lokalnie rozlewaczką herbat na klawiatury. Mój HP Envy to nadal niezły sprzęt, ale przez to rozlewanie muszę do niego podłączać klawiaturę zewnętrzną, bo laptopowa nie działa poprawnie (szejm on mi!). Przeglądam modele, kminię ceny. Przy okazji ożywa mi w głowie odłożony na później temat czytnika książek (zajmuje się nim pewnie ta sama komórka mózgowa).

Kochany wrócił nad ranem, za to dzisiaj miał wolne i po pracy mogłam mu wpaść w ramiona, co też skrupulatnie uczyniłam. Poszliśmy do Il Forno na makaron, potem szwendaliśmy się po mieście. Doszliśmy aż do Scotch Hall (kładka na rzece nadal w remoncie, nic nie szkodzi, dzięki temu zajrzałam przez okno do knajpki powstałej na miejsce zamkniętej Canale), małżonek sprawdzał ceny butów, ja poszłam do księgarni zanurzyć się w zapachu farby drukarskiej. Zakupów brak (poza dwiema zgrzewkami sanpellegrino z Dunnesa odwiedzonego po drodze do parkingu). Jeszcze mi sie roiło, że wróciwszy do domu pójdę na plażę, ale po wstępnym przywitaniu się z kuchnią odcięło mi w mózgu prąd. Kochany też nie miał melodii do dalszej włóczęgi i spędził wieczór rozmawiając przez telefon z Robem, starym kumplem i zacnym, z którym nadganiał życiowe aktualizacje. 

Już mi się mężowski wyjazd do Polski zaczyna nie podobać, nie będzie go trzy tygodnie, a myślałam, że dwa. Buuu! Niecałe trzy tygodnie, podkreśla Fred, gdy czytam mu tę notkę (coby mi małżonek pomysł na jej tytuł podrzucił, gdyż komórka od wymyślania tytułów już śpi). Zaraz, zaraz, zaraz, niech no to ładnie ubiorę.

sobota, 21 sierpnia 2021

613.Podróż w przeszłość.

(kropelki dla Ryszarda okazały się naprawdę bezwonne i lekarstwo został przez kota bezproblemowo pożarte)

O jakież cierpienia! Postanowiłam, że dzień sobie maksymalnie umilę i zacznę od dobrego śniadania, z podsmażonymi pieczarkami i jajkiem z chrzanem. Nie dało się jednak ze sprzątaniem zwlekać, kiedyś trzeba było je zacząć. Przeglądanie jednej tylko szafki zaowocowało znalezieniem prawdziwych skarbów pośród których olej z wątroby rekina tasmańskiego to był tylko początek, aperitif, można rzec. Fred zatrzymał na razie pojemnik pełen zużytych igieł jednorazowego użytku (trzeba je zutylizować w szpitalu) oraz wyrzucił setki tabletek i tableteczek (część z nich to były jakieś magiczne mikstury od rodziny, których Kochany nigdy nie zamierzał brać do ust). Znalazłam sterylne, nigdy nie otwarte nożyczki do usuwania szwów (nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje) i sterty wspomagaczy przy chemioterapii. Na dnie szafki, której używam do archiwizowania dokumentów i trzymania leków, spokojnie spał PocketBook Pro 902 (rok 2010!), prezent od Wu. Fred kompletnie o nim zapomniał, gdy rozmawialiśmy o czytnikach, nigdy zresztą tego egzemplarza nie używał z powodu problemów z ładowaniem. Wystarczyła podmiana kabelka do ładowania i czytnik ożył! Na bogato :D Na tę chwilę wydaje się, że jest problem z wyraźnym wyświetlaniem tekstu. Możliwe, że zaszkodziło mu przechowywanie.

Wśród chaosu i cudów dnia (po południu wisiała nad wsią prawdziwa burza, która na chwilę pozbawiła nas połączenia internetowego) kupiłam w moim banku ubezpieczenia turystyczne dla mnie i Freda (na cały rok od razu), przeczytałam Czekoladki dla prezesa Mrożka (Noir sur Blanc, 2018), odprawiłam nas i wypełniłam formularz KLP. Pewnie jeszcze coś będzie, ale przynajmniej paszporty się odnalazły.

sobota, 31 lipca 2021

592. Ostatni dzień lipca.

Po śniadaniu dokończyłam czytanie Teethmarks on My Tongue (Head of Zeus, 2018). Konie i pies mnie wzruszały, tylko dlatego podążałam śladami autystycznej głównej bohaterki. Zastanawiam się ile w tej książce doświadczeń samej autorki. Lekturze towarzyszyły Koncert Brandenburskie randomo kliknięte na youtubie. Porannego spaceru więc nie było, a potem nie czułam smaku na wędrówki. Wolałam lenić się przed komputerem i wziąć prysznic w środku dnia. Fred od wczesnego rana w Dublinie, odzywał się w swoich przerwach i wrócił do mnie pod wieczór.

Obejrzałam The Green Man (2003) z siódmego sezonu MM. W temacie czytników książek zgłębiam wybór pomiędzy Kindle/PocketBook/Onyx Boox. Jeśli jutro będzie nam się chciało wcześnie wstać, kto wie ... może Glendalough. 

piątek, 30 lipca 2021

591. Irlandzka pogoda.

Zdecydowanie Ryszard Pączek zmienia zwyczaje na jesienne. Z rana kot gmyrał się w łóżku i czekał, kiedy wstanę, dostał saszetkę, wylizał miskę do czysta, poprawił swoim ulubionym pasztecikiem Melting Hearts, i zaległ w wolnym łóżu na rozciągłość kota oraz całe przedpołudnie.

Dzięki przelotnym opadom nad morze powróciła normalność:

Migające światełka bojlera nie podobały mi się już wczoraj. Znowu coś. Nie ma ciepłej wody, co nie jest taką dramą jak brak wody w ogóle (temperatura w domu obleci i ogrzewanie nie jest konieczne, poza tym w prysznicu jest podgrzewacz), ale jednak trzeba to naprawić. Fred już nie mógł patrzeć na swoje cherubinowe loki, więc zrobiłam mu golono-strzyżono, i po prysznicu Kochany wcześniej wyjechał w kierunku pracy, żeby po drodze zaklepać naprawiacza. Chwilę po tym jak wyjechał, miałam krótki czat z dwiema paniami, które fotografowały ogrody na naszej ulicy (coroczny konkurs ogrodniczo-wizerunkowy). A jeśli chodzi o bojler, biuro i tak było zamknięte, więc sprawę musiałam zgłosić telefonicznie.

Wróciłam do książki Eileen, tam gdzie rozstałyśmy się kilka tygodni temu, na stronie dwusetnej. Jestem zdeterminowana, żeby zakończyć ją w lipcu. Wieczorem ostatni odcinek szóstego sezonu Midsomer Murders, i kolejne morderstwo w Midsomer Magna. 

Rozglądam się za czytnikiem książek.