Róże od Freda przepięknie dzisiaj rozkwitły. Na zewnątrz przenikliwy wiatr nie oszczędza, wraz z wieczorem zaczął być coraz bardziej porywisty. Małżonek po południu wyruszył na nockę do Blanchardstown dzierżąc w torbie dwie grube kanapki zrobione przez żonę jej własnymi, leniwymi rączkami. Mąż dostał też ostatni, tłustośrodowy pączek.
Sporo porozmawiałam z Dżadziją (messenger oczywiście) i cieszę się jej sekretem. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio się spotkałyśmy, aż musiałam zajrzeć do archiwum — lipiec 2016, jak zwykle w suszarni, tak mi mówi pamiętniczek. U niej też piździ. Ona i dzieciarnia też do Polski nie wracają. Co jest z tymi emigrantami, których ja znam?
Wieczorem wędrowałam po tytułach kolejnych odcinków Poirota w poszukiwaniu czegoś, co mi się jeszcze nie opatrzyło i co mogłabym łyknąć sama w domu. Tak dotarłam do sezonu nr 10 i odcinka Zagadka błękitnego ekspresu (2007). W zasadzie pamiętałam rozwiązanie tejże, ale nie pierwszą połowę, być może w trakcie oglądania poprzednim razem rozmawiałyśmy z mamą, jak zwykle za głośno i na same ważne tematy. W każdym razie super odcinek, a jako podkład energetyczny nałożyłam sobie do talerza wczorajszą fasolkę i wsuwałam, aż mi uszy drżały.
Z innych rzeczy, z kategorii śmieszno-strasznych, od roku próbujemy z mężem pójść do teatru, takiego realnego, ze sceną i widownią. Bilety były zakupione w marcu zeszłego roku. Występ Teatru Kwadrat w Helixie z Nejmanem i Małaszyńskim przeniesiono właśnie z Walentynek na ... październik.
Mówisz o serialu z Davidem Suchet'em? :)
OdpowiedzUsuńPowodzenia z teatrem :)
Tak, chodzi o serial z Suchetem. Na teatr nie mamy wpływu, ale październik przyjdzie jak zwykle szybko.
Usuń