Do popołudnia siedziałam przy komputerze nasłuchując głosów (w przerwach nasłuchiwania doczytałam Księgę Kapłańską do końca, bravo to myself!). Za oknem pogoda przecudna, raczej bezwietrzna, wiosenna, z dźwiękami wielogodzinnego koszenia trawy. Gdy tylko mogłam wyrwać się z pracy, zaczęłam pichcić obiad, żebyśmy po czwartej najedzeni wyszli na spacer. Jedzenie, herbaty i wyjazd w kierunku długiej plaży:
Doszliśmy aż do kanału melioracyjnego za którym jest plaża Dunany Bay. Po kieszeniach poupychane duże muszle ślimaków, którymi wyjątkowo tutaj obrodziło.
Zamiast powrotu do domu, podjechaliśmy jeszcze do Tesco w Drołdzie po składniki do wałówki na jutro. Mamy plan, cieszę się nim.



Gdyby nie wspomniany komputer, to te pierwsze zdanie brzmiałoby dość niepokojąco :D
OdpowiedzUsuńDlaczego niepokojąco? :D To już człowiek nie ma prawa mieć halunów we własnym domu? ;>
UsuńJeśli coś zażyje, to tak. Ale nie od samej lektury. Nawet gdy się delektuje Księgą Kapłańską :D
Usuń