W środku nocy (przestraszona ciumkaniem i tuptaniem za oknem) odkryłam, że mamy jeszcze jednego sąsiada, dużego jeża, który na nocnej zmianie je pędraki wyjątkowo głośno mlaskając.
Fred wrócił o trzeciej nad ranem.
Po pracy, zamiast od razu pędzić do kuchni (głodna byłam, a jakże), popytlowałam z Katlin i Anną Emerytką odgrzewając sobotnią dramę. Złodzieje byli z pewnością Irlandczykami, bo jeden nawet zmierzał w kierunku sąsiadki i coś do niej pyskował. Przy okazji dowiedziałam się że to nie o cały katalizator chodzi, ale jakąś jego część, która podobno zawiera platynę.
A w domu Tom Waits i Closing Time (1973), dziwny obiad, chill out (by był idealny, gdyby nie pewien strup na głowie, bezustannie przeze mnie odkładany — więc jest drama i siedzenie nad papierami, jakbym conajmniej konstruowała bombę, a to tylko aplikowanie o uznanie kwalifikacji zawodowych) i rozminięcie się z Kochanym, który ponownie pokazuje mi stolicę wędrując na swojej przerwie w poszukiwaniu kawy.
Ja jak nocą wynoszę śmieci zawsze uważnie patrzę pod nogi, bo raz mi się trafiło jeża prawie rozdeptać :)
OdpowiedzUsuńTego nie dało się przegapić, ciamkał, jakby siedział w kinie z popcornem i colą ;)
Usuń