Budzik nastawiony na siódmą, dopiero po kilku minutach przypominam sobie po co. Wizyta u weta na rano. Diagnoza: ugryzienie. Antybiotyk i przeciwbólowy w zastrzyku. Kropelki przeciwzapalne na kilka następnych dni.
Dzień był nieco deszczowy (im bliżej wieczoru, tym bardziej), ale i tak wybraliśmy się do Drołdy. Fred chciał sobie kupić skrzynkę na narzędzia, a tak prawdę powiedziawszy to pojechaliśmy się poszwendać po mieście. Po zakupie chleba, kociego kocyka, zasłony prysznicowej i skrzynki, zostawiliśmy samochód na miejskim parkingu i pod parasolem łaziliśmy po centrum miasta, bo lubimy. Zaszliśmy na kawę do Epik, miejsca powstałego po Canale zamkniętym przez covid. Ocena na minus, kawa gorsza, jedzenie bardzo podstawowe, więcej tam nie zajrzę. Gdy szliśmy ulicą portową wydawało mi się, że widzę przed sobą Majkela, i słusznie, bo zobaczyliśmy go ponownie siedząc w Epiku. Szedł z Alkoholowym Paddym, pewnie przyjeżdża do miasta, żeby się ubzdryngolić w jednej z licznych w Drołdzie borsuczych nor marki pub, z dala od wzroku sąsiadów. Smutne to.
A wieczorkiem rozmawiam sobie z Majkelową żoną przez messengera o nowych roletach, podróży do Polski i przede wszystkim o Ryszardzie Kocie, królu dramy. Pomiędzy obiadem (pieczona kaczka) i późną kolacją (chleb z truskawkami) przeczytałam trzy eseje Amosa Oza zebrane w Jak uleczyć fanatyka (Prószyński i S-ka, 2010). Niby mądre i praktyczne, ale ludzie tacy nie są. W każdym razie niezbyt często.
Smutne to, ten alkoholizm.
OdpowiedzUsuńCiekawe, co Rysia pogryzło. Inny kot?
Tym bardziej, że Majkel byłby pewnie spoko, gdyby nie pił. No ale nic na to nie poradzimy. Ludzie sami podejmują decyzję, kiedy przestać.
UsuńZ Ryszardem to najprawdopodobniej były porachunki kocich gangów, albo nieporozumienie graniczne.