Strony

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

615. Zen prostych czynności.

Ze stresu łeb w nocy boli, ale o ironio, dzień przywitał mnie pięknym wschodem słońca smyrającym po nosie. Poprzedził go sen o Fredzie (w szerokoskrzydłym kapeluszu), który zmierzał w kierunku wschodu nad morzem. Jeszcze było trochę gotowania głowy przed południem. Potem zdecydowałam, że zrobię, ile mogę i wyszłam na pogaduchy z Katlin (więc wiem, że wczoraj Bán upolował u Judżina wielkiego szczura). Pojechaliśmy z Kochanym na obiad do Termon (mąż wcześniej zrobił deep cleaning łazienki i żadnemu z nas nie chciało się gotować), a wracając do domu zahaczyliśmy o port:

A tam zwykły dzień pracy, zapach ryby z frytkami dochodził aż do parkingu na górce, kutry zwoziły swoje łupy i ostrożnie przeciskały się do cumowania, irenki czekając na smakołyki robiły w wodzie fikołki. Już podjeżdżając do portu widziałam, że góry zniknęły, nie tak jak w chmurze, gdy wiadomo, że gdzieś tam są, ale tak jakby ich nigdy nie było. Schodząc z mola po spacerze zauważyliśmy, że mgła morska z północy sturlała się w tym czasie po wybrzeżu i jest tuż obok:

Jeszcze chwila i staliśmy w jej zimnym objęciach.

Mgła dotarła do naszej chatki dobre pół godziny później, gdy już wybrałam do podróży kilka szczepek rojników i malusi odrost pilei (to będzie jedna z pierwszych akcji po powrocie "do lasu", sadzenie) oraz zrobiłam test nowego odkurzacza. Potem zaczęłam myć blaty kuchenne i dawno mi to tak dobrze nie zrobiło. Myślę, że z okapu usunęłam historyczny kurz, który zbierał się tu od czasu zamontowania go przez Krisa nieboszczyka. Wynosząc na kompost zeschłe róże odkryłam szczurze tajemne przejście z ogródka Judżina i fakt kiełkowania cyklamenów (dwóch z trzech, jeden nadal siedzi w bulwie przetrwalnikowej). 

Wystawiłam ich doniczkę przy wejściu i schowałam cebulki narcyzów. Jesień.

Mgła została do nocy. Ciemno już. Ryszard, który delektował się dzisiaj rekonwalescencyjnymi spacerami jeszcze nie chce do domu i od godziny siedzi pod hortensją przyglądając się nielicznym przychodniom. Kolejny dzień gra nam któraś z płyt Bowiego z lat 70-tych. Wydrukowałam i wypełniłam wszystkie papiery podróżne, Fred jeszcze nurkuje w swoich szafach z ubraniami i zwleka ze sprzątaniem biurka. 

3 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.