W pracy spokój, bo cały czas spędziłam ze Sziwan, która jest zakręcona jak słoik na zimę, co mi charakterologicznie bardzo odpowiada (jak się coraz bardziej okazuje).
Przed osiemnastą dojechał do nas polski kurier z paczką nadaną w zeszłym tygodniu, a w niej opatulone jak mumia 29 płyt, oraz 15 sztuk książek i tyle samo filmów na dvd. Żeby zrobić sobie miejsce w głowie, nadrobiłam 150 stron Angoli Winnickiej (Czarne, 2014). Gdyby nie podejrzanie uporządkowany język wielogłosu, byłaby to lepsza książka.
Fred już zeszłej nocy niespokojnie kręcił się w łóżku, a po ostatnim nocnym powrocie z pracy było jeszcze gorzej. Prawa noga boli go na leżąco i siedząco, ból przechodzi na stojąco-chodząco (takie dziwo). Jako laicy wieszczymy, że to nerw, lekarz-Hindus nie wywieszczył nic, Kochany dostał lek przeciwbólowy na ibupromie i uparł się przy nieodwoływaniu sobotniego zlecenia. Później w ciągu dnia jakby lepiej, painkiller chyba działa, przenikliwie zimna pogoda nie pomaga, mąż upichcił gulasz i po długiej rozmowie z Jackiem wcześnie położył się spać.
Fiu fiu, spora porcja kultury w tej paczce.
OdpowiedzUsuńZgadza się, Ćwirku ;)
Usuń