Noc nie była taka najgorsza, katar jest w odwrocie, tyle, że dla odmiany przyplątała się gorączka i znowu nie mogłam spać. Myślę, że Ryszard jest bardzo kontent z moich postępów — pobudka o 3:30, więc jest posiłek o tej porze, w ciągu dnia zalegam w łóżku, czyli może mi towarzyszyć rozłożony na miejscu Freda. Z kociego punktu widzenia wreszcie pojęłam na czym polega dobre życie. Na pewno chcesz wyzdrowieć w tej sytuacji?, pyta Kaś Matka Kotom.
Zapomniałam napisać, że wczoraj Kochany kupił mi bukiet kwiatów (róże w towarzystwie kapusty). Dzisiaj natomiast mąż wrócił z pasiastym sweterkiem Hilfigera i syropami na różne rodzaje kaszlu, bo zaczyna się faza wypluwania płuc. Na zewnątrz znowu słonecznie, że można zwariować.
Napisanie nawet krótkiej notatki to wyzwanie, mózg mam rozmiękczony, wolę oglądać kryminały (Picture of Innocence i They Seek Him Here), albo bezmyślnie jeść winogrona. Jest bank holiday, jutro już trzeba zadzwonić do pracy, coś ustalić.
Wieczorem słuchamy Dezertera, Ziemia jest płaska (1998) i oglądamy trzy odcinki (2-4 z pierwszego sezonu) Ojca Teda.
Nie jest jeszcze tak tragicznie skoro masz siłę na seriale :)
OdpowiedzUsuńTeż tak myślę ;)
Usuń