Wizyta u dochtóra ograniczyła się do rozmowy telefonicznej, za to już dwie godziny później miałam test na covid w szpitalu w Ardee. Nie za dużo o tym myślałam, i dobrze, bo test nie był tak nieprzyjemny, jak się spodziewałam po opisach, które znam z mediów społecznościowych. W kolejce stałam wielokrotnie dłużej niż trwało samo grzebanie w otworach twarzy.
Przejechaliśmy się z Kochanym po naszej prowincji, potem trochę kimnęłam obok kota, gdy mąż gotował obiad. Już syta porozmawiałam z mamą, która dopiero wróciła "z grobów" i zajęłam się szukaniem pomysłów na raport na studia, bo mamy go przygotować w pięcioosobowej grupie, na razie pomysłów brak (nie przepadam za projektami). Ponad pół godziny na google meet i za oknem zapadł zmrok. Dobry kot czuwał obok. Skoro już siedziałam w łóżeczku postanowiłam obejrzeć ostatni odcinek Midsomer Murders z 10 sezonu (wątek psychoterapeutyczny raczej słaby).
Na kolację pizza. Obejrzeliśmy z Miłym dwa odcinki kończące pierwszy sezon Ojca Teda. Coraz bardziej żałuję, że w lipcu jadąc do Burren nie wiedziałam jak blisko byliśmy tej kultowej lokalizacji w hrabstwie Clare.
Kiedyś straszyli, że wymazy do tych testów w Chinach to też z odbytu pobierają :)
OdpowiedzUsuńCzasem myślę, że ludzie mają nudne, niezbyt sensowne życie, stąd wyolbrzymianie zwykłych spraw :)
Usuń