Jest zapowiedź zmiany pogody, która się ziszcza — pod wieczór zaczyna coraz bardziej wiać. Pozytyw dnia jest taki, że Anthonemu udało się odblokować mojego lapka, po pracy biorę go pod pachę (laptopa, nie Anthonego) i czuję, że jest niedziela rano, święto. No ale wracamy do rzeczywistości. Laptop ma kłopot z aktualizacją (na razie działa, nie wiem o co chodzi), deszcz spada na suszące się pranie, a wieczorem małżonek mi mówi, że przez teściową dostaliśmy list od Jezusa. Wymemłana jestem, idę spać.
A na Mazurach upalnie się robi.
OdpowiedzUsuńSzwagierka też nam potwierdza, że temperatura daje.
Usuń