Więc ruszyliśmy, żeby być w Dublinie na ósmą. Zaparkowaliśmy pod samą NCH i poszliśmy jeszcze na trochę do Stefana:
Tymczasem w programie niespodzianki. Rachel Podger, znana solistka na którą wielu czekało, rozchorowała się (nie wiadomo, czy na Chorobę) i trzeba było zmienić program koncertu, żeby Irish Baroque Orchestra, Claire Daff i Kinga Ujszászi dały radę bez niej.
Rozpoczęto wg planu, koncertem na dwoje skrzypiec 1043, ale potem był kawałek Händla i niespodziewanie Bachowska partita na flet solo 1013, po czym z tą samą flecistką niecały koncert 1044, bez pierwszej części. Następnie wykonano La Folia Geminianiego i kawałek Czterech pór Vivaldiego. Bardzo fajnie dawała Kinga Ujszászi, energiczna, pozytywna skrzypaczka, takie trochę sreberko.
Po koncercie jeszcze chwila spaceru na mieście, które wyraźnie przygotowuje się na Pride. Parki już się zamykały, do Merrion Square dotarliśmy, gdy porządkowy brzęczał kluczami i pomachaliśmy Wilde'owi zza krzaków (z tego zaczyna się robić tradycja). Ale było miło tak łazić po bezwietrznym, całkiem ciepłym mieście, które drapało sie po brzuchu przed snem.







Z Rachel Podger to już byłby ful wypas, ale patrząc po programie i tak musiało być fajnie.
OdpowiedzUsuńDawno nie byłam na koncercie muzyki dawnej, więc nie wybrzydzam :)
Usuń