Pogoda zmieniła się na gorsze, w drodze do domu lawirowałam między kroplami, Kochany w tym czasie już pędził na Północ, i gdy ja skończyłam sprawę z krewetkami zadzwonił pokazać mi swoją kawę i ciasto marchewkowe.
Przesyłka dotrze do rodziców w piątek — wiadomość od kuriera spowodowała, że zadzwoniłam do mamy i przegadałam wieczór uzgadniając, kto miał ile dzieci, kto się powiesił i jak było kolejno po imieniu wszystkim kuzynom królika.
Odcinek Midsomer z Nortonem, Haigiem i Philipem Jacksonem na brzydki wieczór. Powieki mi lecą, łeb opada, ale będziemy dzielni jeszcze dwie chwile.

A krewetki w lodówce czekały już gotowane do spożycia (to się gotuje?)?
OdpowiedzUsuńKrewetki były niedawno złowione, nie mrożone, obrane z pancerzy. Taką świeżyznę rzuca się na masło (jak twierdzi Thomas) na 3 minuty. Małżonek mnie poganiał, bo im szybciej tym lepiej, trzymane dłużej "robaczki" zaczynają zapodawać rybą drugiej świeżości, a wtedy dodaje się przypraw, no i to już smakuje jak w restauracji w Zakopanem.
UsuńAha.
UsuńRaz jadłem i nie zostawiło to we mnie żadnych kulinarnych wspomnień.
Pierwsze jadłam chyba w Polsce. Albo ... nie wiem. Czyli też się nie zachwyciłam.
Usuń