Poniedziałek w Polsce był gęsty od ciepła. Zaliczyłam dwa przypadkowe spotkania z koleżankami: w Lidlu zaczepiła mnie Kaśka z którą byłam w jednej klasie LO (nastąpiła wymiana grzecznościowa, nie widziałam jej z lat dwadzieścia, albo nie pamiętam, bo to nie było ważne), z kolei gdy czekałyśmy z mamą na zamówienie u chińczyka naszła mnie Dorcia Wicher. Tutaj już był uścisk misiowy, gdyż Dorcia Wicher osobą jest zacną, chociaż niewątpliwie pierdolniętą. Właśnie dlatego ją lubię. Czekając na chińskie dary powspominałyśmy sobie podróże autobusem i Wszystkie Nasze Fakultety.
Oczywiście powrót do domu nie odbył się wg planu. Z powodu wcześniejszej obsuwy gdzieś tam w świecie, zamiast przed dziewiątą wyleciałam dużo po dziesiątej i zanim oderwaliśmy się od ziemi zdążyłam przeczytać rozpoczętą na lotnisku książkę Masłowskiej Bowie w Warszawie (WL, 2022). W plecaku przewiozłam jeszcze nigdy nie skończoną A Writer's People Naipaula i parę płyt dvd na filmowe wieczory: Na mlecznej drodze Kusturicy, Wszystkie nasze strachy tandemu Ronduda/Gutt, Kołysankę Machulskiego, Na wschód od Edenu Kazana i Lęk wysokości Konopki. Gdy wchodziłam do samolotu zauważyłam, że pilot otworzył sobie okno (nie wiedziałam, że okna w samolocie są otwieralne). Ależ oni mają tam ścisk.
O drugiej nad ranem w domu (dzięki Ka, który już na mnie czekał), sen i pobudka po szóstej. Ryszard się w końcu pojawił, zjadł śniadanie i tyle go widziałam.
Wydawało mi się, że jestem pełna energii, ale refleksyjność trochę się mi zacięła, wybiegłam na przystanek w ostatniej chwili ubrana jakimś cudem adekwatnie do temperatury. W pracy zdarzył mi się jeden dobry uczynek — wypuściłam na świat pszczołę, która szukała wyjścia ze szklanej pułapki pierwszego piętra. Poza tym polazłam do Stockwell Artisan po falafel na wynos.
Po powrocie do domu rzuciłam się w kierunku rondli, aby rosół odmrażać i robić zupę beetrootową (bo barszcz ukraiński to to nie był). I tutaj zator myślowy. Przez 5 minut dumałam, dlaczego to nie jest takie jak zawsze, aż mi przyszło do głowy, żeby dodać ... soli.
Wspomnienie Dorci, barszcz, nieogarnięcie. Zaczęłam przeszukiwać starego bloga prywatnego w celu znalezienia wczorajszego dnia i odkryłam, że pewne rzeczy już były. Wiadomo, że były, odkryciem jest to, że się tego nie pamięta. Np. tej piosenki już słuchałam w czerwcu 2017 jadąc z pracy, a i tak dopiero w marcu tego roku, gdy siedziałam w Il Forno, zorientowałam się, że utwór śpiewa Harry Styles.
Czytałem o tych problemach z lotami. Personel zredukowano w czasie pandemii, a teraz ludzie rzucili się do normalnego latania i linie nie wyrabiają. Jak podniosą ceny i mniej osób będzie stać na latanie sytuacja się poprawi.
OdpowiedzUsuńPodobno wojsko pomaga. Linie lotnicze chcą mieć dochód, więc to nie będzie jak w państwowych przychodniach zdrowia (żeby kolejek nie było;)).
Usuń