Zachwyt i rozczulenie: Ryszard siedział wczoraj dużo w domu, w nocy spał z nami w łóżku (czyli trzymał łapę na pulsie zmian). O świcie, gdy teściowa wyszła do ubikacji, kot wszedł do kuchni i czekał cierpliwie, aż zostanie nakarmiony. Ponieważ gościni została źle przyuczona, obszedł się smakiem, poczekał jeszcze z godzinę i obudził mnie pacaniem w goły łokieć. Poczułam się, jakbym odzyskała kota, który chce z nami spędzać czas. Po naszym powrocie z plaży, gdy teściowa jest w kościele, Fred na zakupach, a ja piszę część notatki, kot pochrapuje leżąc w łóżku obok.
Á propos spaceru:



I fajnie.
OdpowiedzUsuńTak.
UsuńNie wiem, dlaczego, ale wyraz "gościni", odkąd pierwszy raz go usłyszałam, wywołuje u mnie ataki niepohamowanego śmiechu :-)))
OdpowiedzUsuńI co, habituacja nie występuje? :)
UsuńNo jakoś nie chce wystąpić :-)
UsuńTo dziwne, zazwyczaj przyzwyczajamy się do bodźców :)
UsuńTeściowa też serial oglądała?
OdpowiedzUsuńTak :)
Usuń