Ze snów dziwnych zapamiętało mi się tyle, że mama mi powiedziała, że kiedyś miała kochanka. Fred pospał dłużej (słyszałam jak wracał z pracy, ale mój zaśpiączkowany mózg otulony poduszką nie zanotował godziny), więc po śniadaniu poszłam na plażę sama.
Budka ratowników już zwinięta, pustki, kilka osób siedziało w kawiarence powoli sącząc płyny. Spotkałam Cyklopa z psem, który maszerował chyba aż z Termon, a potem, już na ulicy, Uśmiechniętą Kathleen zmierzającą nad wodę (prosiła pozdrowić męża i przekazać, że zmówi za nas modlitwę).
Kochany usmażył na obiad gładzice od Saren, bardzo smaczne. Duże stado szczygłów (ponad 10 sztuk) pasło się na naszym trawniku (nasionka koniczyny, mniam mniam, do brzuszka). Fred wyjechał na siódmą wieczór do Drołdy i wrócił o dziesiątej (dobra taka krótka praca). W tym czasie napasiona rybami rozmawiałam z tatą i obejrzałam 14.4 Midsomer Murders. Jutro razem cały czas i tak jest najlepiej.

Jak zaczęłaś z tym "mniam mniam do brzuszka" to o Ryszardzie od razu pomyślałem, że miałby wyżerkę :D
OdpowiedzUsuńFred specjalnie w tym momencie zamknął okno, choć Ryś i tak spał w łóżku, i ptaki nic a nic go nie obeszły ;)
UsuńCo to są gładzice?
OdpowiedzUsuńPrzepraszam @FrauBe, nie wiem, dlaczego wpadłaś mi do spamu. Gładzice to ryby, rodzaj flądry.
Usuń