Przeciągnęłam się z rana i ryms. To nie był dźwięk, tylko uczucie kłującego bólu, ciało przez następne kilka minut nalegało, żebym położyła się na podłodze i znieruchomiała. Miałam tak ostatnio z 5 lat temu, nadal nie rozumiem wzoru. Wgramoliłam się do łóżka trochę bardziej na czterech łapach i postanowiłam zasnąć na wieki (nie trwało to długo, musiałam napisać do pracy, że nie zamierzam się nigdzie wybierać). Skracając tę historię: super pomysł, gdyż Ośrodek zamknięto na dwa dni z powodu plagi covida. Wstałam na śniadanie, wyszłam na moment przed dom, żeby Katlin mogła opowiedzieć mi wesołą historyjkę, jak to z Ethanem utknęła w pokoju i trzeba było wyłamywać drzwi (wracając w poniedziałek z pracy byłam chwilowym świadkiem zakończenia tej przygody). Słoneczny ziąb mnie owionął, więc dalej żadnych głupich pomysłów. Położyłam się spać, a gdy się obudziłam Freda nie było już w domu (praca w Swords). Coś zjadłam i zajęłam się z nudów genealogią. Stan na teraz: bolą mnie plecy i gardło.
Aha, ale chodzisz. U mamy sąsiadka rano się wywróciła w łazience i sama wstać nie dała rady. Dopełzła do telefonu i zadzwoniła po pomoc do bratanicy.
OdpowiedzUsuńTo fakt. Ale obudziłam Freda, żeby mi przez chwilę plecy pomasował. Powinnam być uważniejsza, od kilku dni już mnie ćmiło, SKS niestety.
UsuńMoniko,
OdpowiedzUsuńmasz wielki talent do pisania, dokładnego postrzegania,
z przyjemnością się o codzienności czyta.
Wciągnęło mnie.
@irsila74, dziekuję, pozdrawiam.
Usuń