Z rozmów porannych wykluł się nam pomysł na postanowienie noworoczne: poszukam miejsca, gdzie mogłabym otworzyć rachunek oszczędnościowy.
Przed wyjazdem do Aś przyjaciółka poinformowała nas, że jej współlokatorka zgodziła się pomieszkać z naszym kotem. Oznacza to, że Fred może do mnie dołączyć choćby na dwa dni świąt w Polsce (czy znajdzie bilety w sensownej cenie to jeszcze nie wiadomo, ale jedna przeszkoda z drogi).
W deszczowym pyle dojechaliśmy do Newry i Kochany kupił prezent dla mojej mamy (śliczny sweter Armaniego; dla tatki od jakiegoś czasu jest odłożony do zapakowania pod choinkę brązowy kardigan Pringle of Scotland), a mi dostał się płaszcz Michaela Korsa (czarny w jasne prążki, bardzo w stylu lat 20-tych; chyba byłam grzeczna). Wróciliśmy do republiki przed trzecią, było trochę czasu na coś ciepłego do picia oraz fruit cake u Ruby Ellen's:
Dudziarze i chór ruszali w miasto z punktu oddalonego od restauracji o kilka kroków, spotkaliśmy tam Aś i Juliję. Uczestniczyliśmy w rozświetlaniu wsiowej choinki, wysłuchaliśmy kilku pastorałek, potem przyjaciółka zaprowadziła nas do lokalnej szkoły w której właśnie kończył się świąteczny kiermasz.
Zmarzłam. O zmroku zabraliśmy samochód z Newry st, żeby dojechać do Aś na herbatę i słodkości. Po pogaduchach do samochodu i w zimnym deszczu do domu, najszybciej jak się da. Wieje wiatr ze wschodu, brrrr.




Pewnie, że byłaś grzeczna, aż mi się micha cieszy na samą myśl. Ja za to zostałem dopieszczony przez Juliję komplementem na temat ubrania, że wygląda na XIX-wieczne. Może i tak, ale mnie się podoba ;-)
OdpowiedzUsuń@Wolandzie, Julija mówiła też o spodniach, które są takie same jak w latach 80-tych XX wieku. A człowiek pamięta, że wtedy już żył 😃
UsuńNie macie w irlandzkich bankach tak jak u nas, że oprócz konta podstawowego oferują też oszcządnościowe?
OdpowiedzUsuńMamy 😊
UsuńAha, kiermasz. Zraziłem się kiedyś (- A kto panu pozwolił robić zdjęcia? Spytał się pan, czy można? - naskoczyła raz na mnie jedna pani handlująca na świątecznym kiermaszu, gdy robiłem fotki mniej więcej takie, jak ta twoja druga) i od tego czasu na żadne czysto lokalne nie chodzę.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, niektórzy nie lubią być znienacka fotografowani. Czasami czują się w danym momencie brzydcy, czasem to lęk przed oceną, albo też po prostu ukradli to, co sprzedają. W takiej sytuacji pewnie nadal chodziłabym na kiermasze (jeśli lubię).
Usuń"Aha" ma także znaczenie ironiczne i może być zinterpretowane jako obraźliwe. To tak przypominam, bo widzę, że często używasz i czasami brzmi to mocno dwuznacznie, a bywa, że jednocześnie nie o to Ci chodzi (chyba).
Aha, kiermasz - to raczej do mojej drugiej lektury blotki i tego, że zapomniałem, czy byłem z pieskiem :D - stąd od razu drugi komentarz, bo wydawało mi się ze niczego nie skomentowałem.
UsuńNie, do samej idei kiermaszu nie mam zastrzeżeń. nadal u siebie chodzę na Jarmark Średniowieczny na św. Jakuba - który też jest w sumie kiermaszem, tylko z większa ilością straganów i sprzedawcami bardziej obytymi w świecie, więc wszelkiemu fotografowaniu przyjaznymi.
I jeszcze - czy na tym zdjęciu, takim jak te twoje, da się zobaczyć kto czym handlował i jak wygląda :D Ja też wtedy pstrykałem takie ogólne widoczki. Co zresztą można sprawdzić, bo mam rzecz na blogu:
https://hebius.wordpress.com/2017/04/09/1120-d-o-w/
Patrzę na te zdjęcia i zastanawiam się dlaczego nie potrafię zdecydować się na kolorowe wzorzyste skarpety. Może ten brak nadrabiam wyobraźnią ?
OdpowiedzUsuń@Antoni Relski, wyobrażasz sobie, że masz kolorowe skarpety? 😊
Usuń