Ziąb i ślizgawka przed domem. W Centrum, podobnie jak wczoraj, zabrakło fazy, czyli wysiadł prąd w niektórych gniazdkach i przestała działać sieć bezprzewodowa, więc na godzinę zamiast klikać poszłam do miejskiej biblioteki, która okazała się dla odmiany ciepła i przytulna. Dzień pracowniczy był serią mniej lub bardziej uroczych spotkań z ludźmi. Np. brak prądu wprowadził grubaskowatego Aleksa w ekstazę, kolega z pracy czochrał się o kaloryfer, a gdy mu się poskarżyłam, że przez to wszystko nie mogę pracować, pocieszył mnie z ognikami w oczach it's not your fault, it' s n o t y o u r f a u l t. Idąc na miasto trzy razy minęłam lokalnego żula z szalem na głowie. Trzeba przyznać, że nigdy w Polsce nie widziałam tak malowniczo ubranej żulerii. Pan ów, jedzący rękami obiad tuż pod Centrum, miał na nogach bordowe buty wyglądające na barkery w stanie dramatycznego rozkładu (obcasy były bardzo osobno), co ich właściciel próbował ratować hojną ilością klejącej taśmy biurowej. Gdy spożył, co miał do spożycia, w swoich butach z zelówkami doklejonymi taśmą udał się siny w siną dal. W bibliotece wolne ruchy, trafiłam na tea break (a tea break rzecz święta), więc prasówka rozciągnęła się mi na godzinę (w międzyczasie przeglądając stare wydania Independent dowiedziałam się, że zrobiono film dokumentalny o znanym mi zawodniku MMA, który pracował z Paulem, szefem jednej z miejskich siłowni odwiedzanej przeze mnie w zeszłym roku; Ciáran Clarke, zwykły chłopak). Był jeszcze jakiś gość, którego tylko cholewki zobaczyłam w mijanych drzwiach, gdy wracałam do Centrum. Hello. Hello. How are you? I'm grand, rzuciłam w odpowiedzi nie oglądając się nawet. Kochany o drugiej pod Centrum, obiad po trzeciej, potem puf i dzień się skończył. Jeszcze rozmawiałam z mamą godzinę minut czterdzieści, że aż mnie przez to teraz boli gardło.
A u mnie miejscami śniegu prawie po kolana, bo przestali nadążać z odśnieżaniem (czyli Polska normalka) i mróz w okolicach -5. Już dawno takiej zimy (prawdziwej, jak w latach dzieciństwa) nie było w grudniu.
OdpowiedzUsuńO! Mama mówiła mi, że u nich też w końcu spadł śnieg. Ciekawe na jaką zimę trafię (wylatuję do Polski za tydzień).
UsuńChyba masz spore szanse się załapać na taką przypominającą dzieciństwo.
UsuńSprawdzałam prognozy, na Dolnym Śląsku na dwoje babka wróżyła.
Usuń