W sobotę położyłam się spać wcześnie i po godzinie leżenia gorzej się poczułam. Trochę kręciłam się po domu, ponarzekałam Fredowi, wypiłam pół kubka ciepłej wody i długo pionizowałam się w łóżku skrolując wieści na smartfonie. Po tym małym kryzysie spałam jednak zadziwiająco dobrze. Nie pojechałam dzisiaj na jogę, bo nie wiem, co mi dolega i nie chcę pogorszyć sprawy. Poranek zaskoczył mnie newsem jak z Midsomer Murders: na polach koło Kilbride (tutaj wsie naprawdę mają takie nazwy) spacerowicz z psem znalazł zwłoki zawinięte w dywan (oh, my goat!).
Kolejny rozświetlony dzień z białym szronem wolno znikającym z asfaltu. Zjedliśmy obiad w domu (Fred zrobił pieczarkowy sos do spaghetti), przed wyjazdem do przyjaciół wyściubiłam nos z chaty tylko po to, żeby pod drzwiami zostawić Annie świąteczny stroik (przed domem pojawił się jej samochód, więc dedukowałam, że sąsiadka musi być gdzieś w pobliżu ... chyba niesłusznie, bo nadal u niej żadnych ruchów).
U Ka&Jot byliśmy umówieni na siódmą. Po herbacie i pogadankach różnych (przyjaciele spłacili ostatnio kredyt na dom, good for them) obejrzeliśmy sławetny, wciskany wszędzie serial o Harrym i Meghan (pierwszy odcinek na Netflixie). Urodzić się w dzisiejszych czasach w tej rodzinie królewskiej to jednak peszek.
W nowym tygodniu Anne wylatuje do Stanów, zapytała tekstowo, czy będziemy mogli dokarmiać jej koty (oczywiście, że tak). Nowa warstwa szronu wygluca się na drogi i inne powierzchnie płaskie. Wracając do domu mieliśmy dziwne nie-zdarzenie z kierowcą, który najpierw stał na środku skrzyżowania jak ciul, a potem podążał za nami świecąc halogenami jak w horrorze.
Biedactwa. W poszukiwaniu prywatności uciekli od toksycznej rodziny aż za ocean, a Netflix i tak ich dopadł i serial nakręcił.
OdpowiedzUsuńMoja ocena rodziny królewskiej nie była podyktowana serialem (którego oglądania pewnie nie będę kontynuowała). A co do samego serialu, jeśli jakieś randomowe prosiaki uczyniły biznes z komentowania ich (są np. "autorzy" znani z tylko z tego, że całe życie piszą kolejne książki o Windsorach), chociaż nikt w tej rodzinie ich nie zna, to Harry & Meghan moralnie mają większe prawo do spieniężania tej historii niż ktokolwiek z nich (może się nawet zdarzyć, że od czasu do czasu przedstawiają wersję, która miała miejsce).
Usuń@Dariusz, oni nie są biedni, tylko mieli jaja, by narzędzie, którym ich inwigilowano obrócić w kierunku prześladowców. Ja wiem, że to brzmi niewiarygodnie, że niewolnik złotej klatki wybrał wolność. Zwłaszcza w uszach dużo biedniejszych niewolników marzących o złotej klatce, taki wybór wydaje się niemożliwy i bolesny, bo pokazuje, że czasem wystarczy oderwać się od rodziny i mieć odwagę żyć na własny rachunek, by być wolnym. Przedstawienie zaś szerszej publiczności kulisów życia przemocowej rodzinki może im zapewnić całkiem niezły dochód, dlaczego mają chronić bandytów? Nie uważasz Dariusz, że Harry ma większe prawa do publikowania swoich wspomnień, niż jakiś chuj, który w życiu z Harrym nie rozmawiał i wykupił od rodziny handlującej życiem swoich członków, jak bydłem rzeźnym prawa do autoryzowanej przez Monarchię (nie przez Harry'ego) biografii?
UsuńNie wiem, co mógłbym na to odpowiedzieć, bo moje oglądanie materiałów poświęconych Windsorom ogranicza się do śledzenia jednym okiem końcówki transmisji z pogrzebu królowej Elżbiety.
UsuńNawet nie wiedziałem że brytyjska monarchia sprzedaje koncesje na pisanie biografii członków rodziny królewskiej.
@Dariuszu, ale to nie chodzi o to jaką ktoś ma wiedzę na temat Windsorów (ja np. mam pojęcie nikłe o najmłodszym pokoleniu), tylko o przekonanie, że akurat te dwie osoby powinny siedzieć cicho, gdy ktoś inny pierniczy o nich co mu ślina na język przyniesie i na tym zarabia, a już na pewno nie powinny na tym same zarabiać, bo to źle wygląda. Nie zgadzam się z tą opinią.
UsuńAle chyba to nie rodzina królewska zarabia na tych publikacjach, a z tego co zrozumiałem Harry i Meghan uderzają w rodzinę.
Usuń@Dariusz, nie wiem jakiego typu są to relacje finansowe, ale z całą pewnością za ucieczkę z cyrku ze strony rodziny następuje seria szantaży, w tym ekonomiczny, jak w każdej rodzinie patologicznej. W takiej sytuacji każdemu poradziłabym to samo: odbiec na bezpieczną odległość i dopiero wtedy przypuścić atak (jeśli w ogóle). Najprościej jest się w takiej sytuacji usamodzielnić, tyle, że członkom rodziny królewskiej utrudnia się to od najmłodszych lat. Ich wykształcenia są albo żadne, albo iluzoryczne (np. pchanie mężczyzn do wojska na stałe łączy człowieka z armią, w której William, gdyby kiedykolwiek przyszło mu do głowy zwiać, i tak nie mógłby pracować). Obecna pozycja Harry'ego dokładnie odzwierciedla kim są członkowie rodziny królewskiej: nikim. Tracąc tytuł każdy z nich musiałby startować w pięciu się po szczeblach społecznych praktycznie od zera. To jak wyjście z zakonu po 25 latach. Więc jakoś nie jestem zdumiona, że Harry spienięża swoją historię. Nie dziwi mnie też, że William zapewne ma focha. Ci, którzy wychodzą obnażają płytkość tych, którzy zostają.
UsuńTy to tak serio? :D
UsuńZa Onetem: "W słynnym już wywiadzie z Oprah Winfrey książę Harry powiedział, że od połowu ubiegłego roku [chodzi o rok 2020] on i jego żona oraz dziecko zostali "odcięci" od pieniędzy brytyjskiej rodziny królewskiej, więc "mają tylko to", co zostawiła mu w spadku jego mama. Nie wyjawił, jaka to kwota, ale brytyjskie media ustaliły, że chodzi o 10 milionów funtów, czyli około 14 milionów dolarów."
No faktycznie, bida z nędzą, nic tylko współczuć. Gdyby nie te 100 milionów dolarów od Netflixa, pewnie by musieli biedactwa z amerykańskiej opieki społecznej korzystać.
Dariuszu, Ty tak serio? :D Nic nie wiesz, nic nie słyszałeś, ale robisz research, czy są wystarczająco biedni, żeby mogli powiedzieć tacie "przestań gadać, nie interesuje nas to"? To ich historia, więc i ich kasa. Jeśli dostali 100 mln od Netflixa, to oznacza, że goniące ich hieny w tym czasie wydoiły 5 razy więcej (żeby ludzie mieli co sprawdzać w gazecie). W ogóle mnie to nie martwi, oglądania serialu nie będę najprawdopodobniej kontynuowała (chyba, że naszej gospodyni będzie bardzo zależało, ale o tym dowiesz się z tego bloga). To nie jest nawet bardzo ciekawa historia. Jedyne ciekawe pytania brzmią: jak się czujemy ... czy jesteśmy wolni?
Usuń@Dariusz, dlaczego skłaniasz się ku stwierdzeniu, że Harry i Meghan "uderzają w rodzinę". Przecież tak serial, jak i biografia, musiały zostać prześwietlone przez prawników Netflixa oraz Harry'ego Meghan, żeby nie było tam fałszywych informacji, za które mogą zostać pozwani i grozić może wysokie odszkodowanie, może nawet tak wysokie, by zagrozić bankructwem Netflixa. Zakładam, że serial zawiera sprawdzone i dobrze udokumentowane zdarzenia, więc jeśli ktoś nagłośnieniem tych zdarzeń uderza w rodzinę, to ICH SPRAWCY, a nie ci, którzy o tym opowiadają.
OdpowiedzUsuń