Strony

niedziela, 24 września 2023

1378. Grafik niedzielny.

Nieco rozlazły. Po 7:10 na pewno wstałam i dałam kotu jeść. Na pewno piłam herbatę. W którymś momencie jednak wróciłam do łóżka i ponownie wstałam po 9:05, żeby zrobić Kochanemu kawę.

9:55 biorę się za robienie śniadania dla siebie (dwa jajka na miękko, gzik z czerwoną cebulą). Marnuję czas przed laptopem.

12:15 zbieramy się na zakupy do miasta. W czasie tego zbierania się na chwilę tracę głowę dla szczygłów, które przyleciały na jesienną lawendę. Robię kilka zdjęć przez zapaćkane deszczem okno, gdy ptaki siedzą na dachu, spłoszone przez przechodnia:

Na wyjeździe najpierw lądujemy w M&S, bo Freda martwi mała ilość bibuły do dripa. Stąd już niedaleko do Czarnej, więc ok. 13:30 idziemy do kawiarni przynajmniej na 45 minut. Siedzimy, sączymy, rozmawiamy o rodzinie. Po kawie wolnym spacerem wracamy do auta zaparkowanego na Fair St, jedziemy do Lidla, Tesco, chwilę łazimy po TK Maxxie (nic nas nie zadowala aż tak, przymierzam jeden sweterek, ale wyglądam w nim okropnie, obrzydliwe światło w przymierzalni podkreśla każdy wałeczek, nawet taki, którego nie ma :d). Na chwilę podjeżdżamy do sklepu sportowego, żeby się zorientować w cenach butów "na góry".

16:30 nareszcie w domu. Wypakowujemy toboły, zaczynam robić obiad, który kończymy jeść ok. 17:45. W międzyczasie umawiam się z Lusiem na rozmowę. Pogoda przez cały dzień szara, mokra i wietrzna.

18:50 nawijamy z Lusią. Ło, matko! O czym nawijamy? Co podleci. Kończymy godzinę i pięćdziesiąt pięć minut później. Fred jeszcze rozmawia z siostrą, więc i tu dowiaduję się, czego chciałam się dowiedzieć (nie wiem, czy czegoś chciałam się dowiedzieć rozmawiając z Lusiem, zazwyczaj mamy swobodny przepływ aktualizacji).

21:30 Przyglądam się wstępnej ocenie mojej pracy mgr. Stresuje mnie to, odnoszę wrażenie, że promotorka nie przeczytała arcydzieła, bo ocena brzmi 5. Nie wiem, czy jutro pracuję (Saren nie odpowiedziała na moją uprzejmą wiadomość tekstową). Obiecuję sobie jutro przysiąść do nauki, dzisiaj się mi nie chce nic więcej, orewłar.

6 komentarzy:

  1. Widzę, że blogowa wena nadal dopisuje. Jeszcze poniedziałek i będzie cały tydzień na grafiku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, to żadna wena, pisze, co się zdarzyło bez wysilania wyobraźni.

      Usuń
    2. Tak, ale zapewne nie raz wydarza się u ciebie w ciągu dnia o wiele więcej, a blotki z tego masz krótsze. Z powodu braku weny, czyli chęci/potrzeby dłuższego pisania.

      Usuń
    3. @Dariusz, pamiętam jak kiedyś argumentowałam @Inspirowance (pomna mojego milczenia, gdy chwilowo siedziałam w Kanadzie), że najdłuższe notatki pisze się wówczas, gdy w życiu mało się dzieje. Nie dała się przekonać (najpewniej dotknięta faktem, że chyba wskazuję, że pisze codziennie). Ale nadal tak właśnie uważam. Kiedy nic się nie dzieje, jest więcej czasu, żeby to nic (drobne, mało istotne działania) opisać.

      Usuń
    4. Hmmm... Interesujące różnice w podejściu do blogowania. U mnie zdecydowanie to nie działa. Pisząc jeszcze na papierze nie czułem potrzeby pisania o codzienności, w której nic się nie dzieje i tak mi już to zostało.

      Usuń
    5. @Dariusz, skoro tak mówisz, to pewnie tak jest :)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.