Wydawało mi się, że w sypialni jest kot. Pewnie mieliśmy tak z powodu otwartego okna (Fred też odniósł wrażenie, że ktoś się nam wpakował do łóżka, ale to niemożliwe, okno pozostało minimalnie uchylone; mimo wszystko trzeba nabyć window stoppera). W drodze do przystanku zobaczyłam biało-rudego kota na skwerku i przez moment pomyślałam: Rysio. Amber posilała się odpadkami rozglądając się na boki (widać, sąsiad z prawej już nie spał o tej porze i wyrzucił stary chleb dalej od domu; może ktoś mu zwrócił uwagę, że przyciąga tym mewy na osiedle).
Książka „na podróże” do/z pracy została wybrana z powodu swoich gabarytów - Czekając na barbarzyńców J.M. Coetzeego (Znak, 2007), bardzo konradowska.
Od rana do nocy ciemno, wilgotno i chłodno, w Centrum wszyscy ziewali albo się chichrali. Autobus popołudniowy znowu był spóźniony, tym razem całe 20 minut. Po powrocie do ciepłego pomieszczenia (ręce miałam zgrabiałe) szybko przygotowałam sprawy obiadowe (obrałam kartofle, pocięłam brokuła na różyczki, brązowe pieczarki pokroiłam i wyłożyłam na patelnię, zamieszałam jogurt z ziołami prowansalskimi i czosnkiem) i zaczęłam się rozgrzewać gorącą herbatą. Kochany też był spóźniony, w ogóle wokół miasta widać jakieś świąteczne wzmożenie ruchu (rano autobus dojechał do mojego przystanku na tyle późno, że nie opłacało się już zachodzić do kawiarni ... gdybym chciała, chociaż nie chciałam, bo dzisiaj przezornie wzięłam ze sobą herbatę w termosie).
Gdy tak krzątałam się w kuchni, usłyszałam za oknem jakieś poruszenie i miauk. Biała zmarznięta sierota znowu przylazła. Zaprosiłam Bána do domu, wszedł i od razu się tego wystraszył, więc wyszedł za chwilę, gdy ponownie otworzyłam drzwi. Mam wyrzuty sumienia, że go wypraszam. Nie wiem czemu ten gamoń ciągle przychodzi (jakby nadal nie dowierzał, że wujka Rysia nie ma w środku).
No i to tyle z radości, że Usz ze Szwagrowskim zawitają do nas na początku roku. Świekra ma zaplanowane operacje, Usz chce się nią opiekować, więc przyszłość się skomplikowała. Wieczorem Kochany rozmawiał z siostrą, żeby upewnić się na ile cała sytuacja jest dla Usz okej.
Miałam przygotować choć część zadań na piątek, ale walić to; tylko przyjemności.
Nie bardzo rozumiem, na czym polega twoje wypraszanie Bana. Że drzwi mu otwierasz, gdy chce wyjść?
OdpowiedzUsuńsamych przyjemności Moniko.
OdpowiedzUsuńprzygarniecie go ...nieśmiało zapytam?
@Teatralna, dziękować ;) Bán to dobry kot i ma swoją rodzinę. Pewnie po śmierci Rysia przejął jego teren, stąd te częste wizyty. W każdym razie, kot świetny, ale myślę, że nikt nie byłby zadowolony, gdyby sąsiedzi "podbierali" mu kota.
UsuńA co z adopcją swojego? Tyle jest zwierzaków w schroniskach.
OdpowiedzUsuń@MaB, to adoptuj.
UsuńAle mi nie brakuje zwierzaka, a Tobie najwyraźniej tak. Ciągle o tym piszesz.
Usuń@MaB, brakuje mi Rysia, tylko, że jego nie znajdę w żadnym schronisku, bo go tam nie ma (oraz nie ma go nigdzie indziej). Na szczęście nie choruję na nerwicę, więc potrafię znieść trudne emocje i mówić o nich, zamiast natychmiast rozglądać się za zajęciem albo substytutem.
UsuńTo tylko propozycja. Nie musisz z niej korzystać. Nie musisz też ze mną się zgadzać, ani się ze mną spierać. Pisałaś kiedyś na tym blogu, że w Twoim domu od zawsze były zwierzęta. Przychodziły i odchodziły. To było dla Was normalne. I ja sobie o tym przypomniałam. Nowy zwierzak by Wam nie zaszkodził, a z pewnością wniósł by w Wasze życie wiele radości.
Usuń@MaB, nie wymieniłyśmy się żadnymi opiniami, nie dyskutujemy o niczym, więc zgadzanie się/nie zgadzanie się nie ma zastosowania. Doradzasz, a to nie jest dyskusja (szczególnie, gdy nikt o radę nie prosi). Jak już napisałam "nie choruję na nerwicę, więc potrafię znieść trudne emocje i mówić o nich, zamiast natychmiast rozglądać się za zajęciem albo substytutem". Pozdrawiam :)
Usuń