Przez cały poprzedni wieczór, noc i dzisiejszy ranek mocno wiało. Sobota na lenia. Chyba zrzuciłam z siebie zmęczenie, które przygniatało mnie wczoraj do łóżka. Niespiesznie zjedliśmy z Kochanym śniadanie i zajęliśmy się niczym (1/3 tego czasu przełaziłam w szlafroku susząc włosy i czytając powieść). Około czwartej skończyłam Death Comes to Pemberley P.D. James (Faber & Faber, 2022). Mogłaby być lepsza; tak jak wcześniej słyszałam, rzeczywiście serial bardzo rozwinął niektóre wątki. Na wieczór mieliśmy zaproszenie do Ka&Jot, tylko wcześniej obiad trzeba było spreparować. W czasie grzebania w patelni zadzwoniłam do mamy, żeby jej powiedzieć, że nic nowego się nie dzieje. Tatko do tej pory nie był u lekarza z wszystkimi wynikami. Przejrzałam dwie oferty UTW i przesłałam je mamie. U przyjaciół tylko Ka, który zapodał nam jabłecznik z lodami, herbatę i dwa kolejne odcinki 1670. Już w domu.
Bardzo powoli sączycie 1670.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, nie mamy Netflixa (i na razie nie zamierzamy mieć), więc wykorzystujemy okazję będąc u znajomych (i to niekonsekwentnie).
UsuńCudne są takie leniwe soboty i niedziele. Serdeczności!🥰🥰🥰
OdpowiedzUsuń@maskakropka2, i bardzo potrzebne dla zdrowia psychicznego :)
Usuń