Strony

sobota, 27 kwietnia 2024

1593. Pobudki, kolce, geny.

Mama wyrwała mnie ze snu po trzeciej nad ranem, nie zdążyłam odebrać połączenia, więc musiałam oddzwonić. Tymczasem to ona była zaskoczona, bo twierdziła, że to ja zadzwoniłam do niej (możliwe, że psujący się WhatsUp zrobił nam takiego psikusa). 

Rano spadł grad wielkości dużego grochu, potem deszcz i ponownie grad, tym razem drobniejszy. Ochłodziło się, ale im dalej, tym milej. W południe wybraliśmy się z Kochanym na zakupy rzeczy niezbędnych (Fred kontynuował wymianę pojemników na śmieci i kupił w Homebase dwa kolejne do segregowania odpadów), przy okazji w tym samym miejscu został nabyty taki jeden kolczasty:

Mammillaria hahniana się nazywa, bardzo mi miło.

Gdy wyjeżdżaliśmy, przekręciłam do rodziców, żeby jeszcze raz się upewnić, że wszystko jest w porządku. A tu rodzice wracają z zakupów, z laurowiśnią w pojeździe, i właśnie zmierzają w kierunku obiadu (bynajmniej nie zrobionego w domu, tylko do restauracji). Moi kochani, niedaleko pada jabłoń od jabłka :D Małżonek poświęcił popołudnie na rycie w ziemi, obkopywanie roślin i zabezpieczanie brzegów trawnika korą, podczas, gdy żona nie zrobiła nic pożytecznego. Owszem, zaczęłam planować poniedziałkowe zajęcia i dokończyłam czytać Horney Neurotyczną osobowość naszych czasów (Rebis, 2021), poza tym objadłam się makaronem po jedenastej wieczorem (czyli teraz wypadałoby trochę strawić przed snem).

6 komentarzy:

  1. Monika, już za samo przeczytanie "Neurotycznej osobowości naszych czasów", określenie "żony, która nie zrobiła nic pożytecznego", jest całkowicie jest nieprawdziwe.
    Nazwałabym Cię raczej "żoną, która dokonuje cudów".
    Poniewąz moja Horney, niedoczytana do końca i odłożona na półkę, czeka od ponad 20 lat, by mi się udało ją dokończyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Agniecha, też tak mam z niektórymi książkami (np. zaczęłam czytać Biblię i utknęłam na którejś księdze, pozycja wisiała na Lubimy Czytać jako czytana, ale w końcu przestałam się samooszukiwać - może do niej wrócę, nie wiem, czy w tym roku).

      Horney to klasyka i w tym sensie jest niezwykle ciekawa, bo klasyfikacje się zmieniły (stąd można odnosić wrażenie, że Horney mówi o kilku zaburzeniach jednocześnie), ale jej analiza mówi o fundamencie zaburzeń, a te pozostają takie same (lęk, potrzeba akceptacji, poczucie wyjątkowości). Jak nie przepadam za psychoanalizą, tak mnie kobieta zachęciła, żeby zgłębić temat :)

      Usuń
  2. Z tego wszystkiego najbardziej podoba mi się kolczasty. On pięknie kwitnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @FrauBe, ponieważ nie ma kota, na parapecie zaczynają pojawiać się doniczki. Za kwitnącymi doniczkowcami nie przepadam, ale ten jest chyba nienachalny :)

      Usuń
  3. Do mnie czasem dzwoni telefon bratowej z jej torebki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, mój telefon spokojnie leżał na stoliku, więc nie mam mowy, żebym dzwoniła o trzeciej nad ranem (nie ma śladu po tym z mojej strony), ale całkiem możliwe, że aplikacja zrobiła mamie psikusa (kilka godzin wcześniej rozmawiałyśmy i dzwoniłam do niej parę razy, bo zanikał sygnał).

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.