Rano zimno jak dyjabli, dobrze, że przynajmniej udaje mi się wbić w słoneczne plamy nieregularnie rozmieszczone pomiędzy strugami deszczu na mapie wybrzeża (unikam w ten sposób zalania prac, które taszczę ze sobą w obydwie strony). Fred jednak nie wrócił do domu i zaliczył drzemkę w samochodzie.
Gdy po południu stałam na dworcu, przyszło do mnie zawiadomienie z datą rozmowy o pracę. W końcu się ruszyli, mielą powoli, stosownie do tego tempa spada moje zainteresowanie tematem.
Postanowiłam, że już czas wykorzystać książkę fitnessowo-kucharską i zrobiłam łososia w wersji Tyrone'a Brennanda (filety pieczone w folii ze szparagami, brokułami, pomidorkami koktajlowymi, cytryną, czosnkiem, pietruszką i olejem kokosowym), więc już wiem, że następnym razem zieleninę przygotuję osobno, bo wyszła zbyt twarda. Kochany, bardzo zmęczony, wcześnie poszedł spać. Rozmowa z Luś: godzina minut czterdzieści i trzy, potem chwila na poprawki ocen (ale nie szalejmy). Od wczoraj czytam na czytniku Karen Horney Neurotyczną osobowość naszych czasów (Rebis, 2021).
Książka fitnessowo-kucharska kojarzy mi się z grubaśnym tomem, który może służyć za ciężarek przy ćwiczeniu mięśni :)
OdpowiedzUsuń@Dariusz, rzeczywiście, ta jest całkiem spora i można byłoby jej używać jako ciężarka, gdyby była lepiej uchwytna :)
UsuńHorney czytałam wieki temu, ciekawe jak bym ją dziś odebrała?
OdpowiedzUsuńZimno, to prawda. Włączyłam ogrzewanie rano.
@Anonimowy, książka antyczna, a jednak niektóre uwagi aktualne.
Usuń