Kochany jest pomiędzy dwiema męczącymi szychtami, ale i tak podwiózł mnie w obydwie strony do pracy, która przebiegła bez większych potknięć. Po powrocie do domu zostałam nakarmiona obiadem mężowskim, potem Fred poszedł spać (jutro wstaje idiotycznie wcześnie), a ja zabrałam się za prasowanie prześcieradeł, żeby odgruzować trochę przestrzeni, której u nas nigdy za wiele. Do prasowania film, Ostatni świadek (1969) Batorego (sądziłam, że już widziałam, ale raczej nie). Cały czas wieje. Zwierzenie: czuję, że mi ten rok coś przez palce przecieka :I
***
'nuff said:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.