Strony

niedziela, 14 kwietnia 2024

1579-1580. Weekend w środku kwietnia.

Pogoda niestabilna (słońce, deszcz, tralalala, wiatr). 

W sobotę wstaliśmy późno, późno zjedliśmy śniadanie, późno zdecydowaliśmy o co się rozchodzi. Po południu Kochany zadzwonił do Ka i umówiliśmy się na wieczór. Sprawdziłam jeden tekst (dałam radę, chociaż w tym samym czasie rozmawiałam z Kamą o jej przyszłych studiach), po czym zjedliśmy, co Fred ugotował, i wyjechaliśmy do Newry. A po co? A po suszone robaki i filtry do kawy (to ostatnie w M&S, zawodząc, że w Drołdzie już nie ma tej sieciówki, i buuuu, dlaczego).

W podróży zrobiłam prawie godzinną videokonferencję z mamą (kawiarnia, wizyta w myjni) na tematy dowolne. Nie wiadomo co to za objawy sercowe tatko miał ostatnio, badania nie wykazały nic do nazwania, kardiolog pochwalił tatkę, że świetnie się trzyma. Od mamy wiem, że Akebono zmarł kilka dni temu (jakoś mi umknęło). U przyjaciół zjawiliśmy się dobrze po siódmej, obgadaliśmy ich pobyt na Kanarach (ale sobie teraz nie możemy przypomnieć na której wyspie byli, tacy jesteśmy). Potem razem z Ka obejrzeliśmy trzy ostatnie odcinki pierwszego sezonu serialu 1670.

Poszliśmy spać w niedzielę, więc i poranek niedzielny nieco się wydłużył. Poza tym Fred był już w trybie praca, bo miał w planach wyjazd po drugiej na Dublin.

Chwilę pracowałam w ogródku; do niedawno kupionej, okrągłej, przysadzistej doniczki wysadziłam cebule Iksji. Zaznaczyłam też papierowymi wstążkami cztery Bridal Crowns, żeby móc je razem przesadzić, gdy liście wyblakną i cebule nasycą się słońcem na przyszły rok. Kosaćce wypuszczają pierwsze kiełki, podobnie ze Sparaksisem dosadzonym do obumarłych Bella Vist. Nieśmiało zakwitł drugi Pipit.

Kochany wyjechał po obiedzie, wpół do trzeciej. Do zobaczenia jutro, albo ... jutro (Fred jeszcze nie wiedział, czy po zmianie wraca). Walczyłam z sennością, trochę ćwiczyłam, nabrałam ochoty na makaron po mieciowemu, więc zapisuję do zrealizowania (melodyjka z reklamopiosenką się mi wkręciła). Wieczorem umówiłam się na videokonferencję z Luśkiem, ale jak to często bywa, Luśkowi coś się przeciągnęło (zarządzanie czasem nie jest jej najmocniejszą stroną). Trzeba nastawić budzik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.