Deszczowy, wiosenny dzień. Całkiem sporo chodziłam dzisiaj za "rzeczami". Rozmawiałam też z Gronją, przedstawiłam jej sytuację, kiedy ewentualnie mogę być wolna. Kochany woził mnie w obydwie strony do pracy (popołudniem przyjechał do miasta w swoim nowym kaszkiecie Ralpha Laurena; wczoraj kupił sobie także nowy płaszcz Bakera w drobną kratę).
Zakwitło trochę Little Princess i jeden zabiedzony Golden Bell. Oraz Jeden Pipit! Chwalić Zeusa! Nadal jest za mokro i zazwyczaj zbyt wietrznie dla tych maluchów.
W czasie "robienia się" obiadu Fred zadzwonił do Krakuski z życzeniami, więc się podłączyłam; dyskusja trwała długo (przez cały obiad), nie potrafię wskazać jednej wiodącej tematyki wypowiedzi, ale było dużo śmiechu. Wieczorem zamiast filmu obejrzeliśmy z Kochanym Mietczyńskiego analizę 6 dni Strusia. Wyborne, zaiste. Czytanka. Jutro św. spokój.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.