Od rana pogoda niewspierająca. Zachciało mi się sałatki jarzynowej, więc ignorując głód zaczęłam ciachać to i owo, i zjadłam śniadanie dopiero, gdy sałatka była gotowa.
Z rzeczy miłych: revenue się do mnie odezwało, przyporządkowali mi ulgi podatkowe do obydwu zatrudnień, powinnam to chyba odczuć już przy następnej wypłacie (łącznie ze zwrotem nadpłaconej kasy). Yay! niczego nie zrobiłam, ale odebrałam tę wiadomość jako własne osiągnięcie.
Poza tym żadnych sukcesów, Fred również znękany rzeczywistością (i miał nawet lepszy powód, był w pracy); do książek się nie zbliżam, bo nos; obejrzałam początek szóstego sezonu grubych sióstr i odcinek o obsesyjnym zbieractwie. Może jedno śmieszne zdarzenie: przeglądam akta zgonów pisane cyrylicą, tylko rzucam okiem przytłoczona ilością, kilka roczników w jednym, gigantycznym pliku, intensywnie myślę Jadwiga Stelmaszczyk Jadwiga Stelmaszczyk, ile tu nazwisk, nie chce mi się; wchodzę w końcu na jaką bądź stronę indeksu, przybliżam randomowy słupek ręcznej dłubaniny na dowolnej stronie z czterystu, przybliżam jeszcze bardziej, zostaje mi 7-10 nazwisk, pierwsze które odczytuję brzmi ... Jadwiga Stelmaszczyk, akt 22/1893. Nie jestem z nią spokrewniona. Była pierwszą żoną mojego prapradziadka, Feliksa. Zmarło się jej w marcu, pewnie zima była ciężka. Dwa miesiące później Feliks ożenił się z moją praprababcią.
Pogodę mamy podobną.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, całkiem być może :)
Usuń