Strony

poniedziałek, 10 marca 2025

1910. Nóżka za nóżką, czytnik w plecaku.

I oto pogoda się sknociła, rano jeszcze znośnie, po południu coraz zimniejszy wiatr. Poza tym jak zwykle ostatnio w poniedziałek, jedziemy razem, zapodaję mężu kawę (kolejna pani Stempelek, będzie numer 4* (biała, tym razem widocznie starsza od trzech poprzednich), mnie pouczyła, że mogę iść, zanieść i wrócić), zasiadam w fotelu na tyłach i czytam. A cóż ja czytam? Andrzeja Franaszka Herberta. Biografia, T. 1 i 2 (Znak, 2018). I przeczytałam, moi bogowie, po kilku miesiącach doczytałam do końca, w poczekalni dworca autobusowego, po południu.

Wróciłam do domu kwadrans przed moim Kochanym (podwójna szychta, miło, grosz dodatkowy petunia nie olej), raz-dwa obiad preparuję, jemy, opowiadam Fredowi o odczuciach postbiograficznych. Potem papierologia, bo wiadomo, moje nieuki długo nie usiedzą bezczynnie, trzeba je czymś zająć. Jutro znowu zryw bohaterski przed świtem, czyli prysznic już był; będzie: herbata z cytrynką i brązowym cukrem, lektura. Dobranoc państwu.

* btw. dawno już nie widziałam pani Stempelek 1 (o rudych włosach, uśmiechniętej, takiej "do ludzi", śledziłam ją kiedyś idąc do pracy Kochanego) oraz pani Stempelek 2 (zbuntowanej, wytatuowanej, zazwyczaj zaspanej). Cóż, ostatnio byłam świadkiem rozmowy o pracę, więc może już się nie spotkamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.