Strony

środa, 12 marca 2025

1912. Aplikacje, donica, wilczarz w świetle latarni.

Zajmowanie się po śniadaniu aplikacjami Tesco na telefon psuje mi nastrój, grzebię, grzebię, nic nie rozumiem, szlag! Ach, więc wracam do książki (świetna! coraz lepsza). Na szczęście Kochany jest w domu. Po południu sprawdzam prace z zeszłego tygodnia (o dziwo sprawia mi to sporo przyjemności), w tym czasie Fred kosi trawę. I tak kosząc niechcący małżonek tłucze donicę z iksjami. Kwiaty wschodzą anemicznie i pewnie nic z nich nie będzie (podobnie jak z mieczykami), ale na tę chwilę trzeba było coś zrobić w temacie wypadku kosiarkowego. Zjedliśmy obiad, przez chwilę obwąchiwaliśmy dom (w Kuchniosalonie unosił się zapach spalenizny, której źródła nie mogliśmy ustalić), po czym nieco uspokojeni wyjechaliśmy do miasta.

Po wizycie w TK Maxxie w bagażniku przybyła nam duża, ciężka donica oraz fikuśne poidełko dla ptaków. Była szósta, jeszcze jasno; weszliśmy do Costy, na kawy i pasteis de nata; z naszego stolika widać było księżyc wschodzący nad dializami. Na kawiarni zawieszono ciekawą informację, podobno jest plan rozbudowania jej jako drive-through (nie czuję tego tematu, po co pośpiech?); Tesco app została użyta po raz pierwszy.

W drodze powrotnej już ciemno, w takim mroku jadąc przez Termon widzieliśmy prawdziwego wilczarza, może to tylko lampy przydrożne, ale olbrzym nie wydawał się szary, był raczej piaskowy, spokojny, pewny siebie jak góra, Malinka byłaby przy nim mała, tak jak zawsze twierdziła. W domu czytam o wilczarzach; piękne psy.

Jeszcze nic nie postanowione, strój wymyślę jutro, na razie tylko sprawdziłam prognozy pogody dla Nadrenii.  

6 komentarzy:

  1. Kiedyś znalazłem w lesie duży, stary wydrążony kamień (coś pomiędzy żarnami, a misą chrzcielną), który przytargałem pod dom taczką i robi teraz za poidło dla wróbli i kotów na podwórku u mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, ciekawy pomysł; w domu rodziców za poidła służą patelnie i stary zlew kuchenny :D. Fred kupił poidełko, bo ciekawie wygląda, a zauważyliśmy, że ptaki intensywnie korzystają u nas z popitki.

      Usuń
  2. Współczuje, amerykanizacja do was dochodzi. W niedzielę odwiedziliśmy nowa kawiarnię która w ogóle nie miała filiżanek więc poszliśmy do innej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @artdeco, ech, cóż, owszem, robimy tak rano (gdy jedziemy do pracy razem), że kupuję dla Kochanego kawę na wynos, więc to drive-through będzie miało dla wielu pewnie taki wymiar, ale z drugiej strony (co pokazują wskaźniki otyłości w USA), nie o to ludziom głównie chodzi. Ważniejszym czynnikiem społecznym jest udawane oszczędzania czasu, czyli lenistwo (wiele osób już teraz podjeżdża wszędzie samochodem do ostatniego metra, chociaż Irlandia to maciupki kraj, gdzie ludzie mają blisko do wszelkich usług i szkół).

      W sytuacji pozaporannej (rano Kochany czeka na kawę w papierku), brak filiżanek jest powodem dla którego szukamy innej kawiarni :D

      Usuń
  3. Jak to dobrze, że masz męża, bratnią duszę, kogoś na dobre i na złe chwile....Nie wyobrażam sobie singlowej emigracji: sama do TKMaxx, sama do Costy, sama do polskiego sklepu...W pojedynkę to można tylko czytać pod kołderką !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Karuzelo, wyjechałam do Irlandii tylko dlatego, że Kochany tu mieszkał (rozwijanie naszej relacji było głównym powodem mojej emigracji, mąż sam jest przykładem singlowej emigracji); mamy z mężem koleżankę z Polski, która jest kolejnym przykładem singlowej emigracji (mieszkała tu latami sama, dopiero niedawno znalazła partnera). Da się (wystarczy dobra motywacja i samodzielność). Tak swoją drogą, nasza przyjaciółka jest bardzo religijną osobą, która jednocześnie jest przykładem katoliczki nie szukającej za granicą polskiego środowiska religijnego.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.