Strony

czwartek, 13 marca 2025

1913. Reisefieber.

Gdy po pracy wyszłam z biura, zaskoczył mnie widok Kochanego czekającego przed budynkiem (byliśmy umówieni, ale sądziłam, że spotkamy się w kawiarni). Poszliśmy na parking odłożyć moje papiery i zdecydowaliśmy, że zjemy coś na mieście. Ostatnio wspominałam, że w dawnym miłym zakątku otwiera się coś nowego o nazwie Loaf'd. Byliśmy tam. Recenzja: nigdy więcej. Po nieprzyjemnym doznaniu kulinarnym poszliśmy pod mój bank (wyciągnęłam trochę gotówki na wszelki wypadek) oraz do Czarnej, żeby poprawić sobie nastrój. W sumie dwie godziny szwendactwa, i do domu. 

Kochany nas odprawił, powoli zaczęłam zbierać się z rozsypanki; gorący prysznic nieco pomógł, potem i tak jednak panika pt. co na siebie włożyć (nadal za bardzo nie wiem). W międzyczasie zadzwoniłam do mamy, żeby ją uprzedzić, że następne nadawanie będzie z Niemiec (mama pokazała mi śnieg za oknem, poinformowała mnie też o śmierci znajomej o której niedawno rozmawiałyśmy). 

W rozpaczy żołądkowej odmroziłam bigos; po kolacji centrum dowodzenia przeniosłam pod kołdrę. Będzie dobrze, po prostu jutro trzeba wstać i pozbierać się do kupy jak przed inwazją. 

4 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.