Słońce. Ciepło. W oliwkowym płaszczu idę sobie zamaszyście do pracy i z pracy (oraz jadę; wyszłam na przystanek, bo Kochanie zaczynał pracę wcześniej, żeby odrobić godziny z okazji wczorajszej opery, albowiem droga do kultury cierniami usłana). W robocie jak makiem zasiał i tylko Saren mnie wypytuje, czy już dostałam odpowiedź. Owszem, nie dostałam ;)
Najpierw w południe przyszła odpowiedź z drugiego miejsca. Uznali moje wykształcenie, mogę sobie powypisywać literki za nazwiskiem. Uprzedzano, że procedura dla zagraniczników trwa od 10 do 15 tygodni, wczoraj sprawdziłam, że właśnie minęło dziesięć tygodni, i bum! Poczułam ogromną ulgę. Bo jednak dobrze jest gdzieś wygrać. Skąsiłam coś, zagadałam do męża (chwilę rozmawialiśmy w czasie jego przerwy, przecież musiałam się natychmiast pochwalić). Oferta pracy i to z datą idealnie wcelowaną w moje niedawne plany podróżnicze przyszła dopiero po trzeciej. Dobry dzień.
Dzwonię do mamy, która odbiera po pierwszym dzwonku (jak nigdy). Nom. Wiedziała, że dobrze mnie wychowała, wszystko to jej zasługa :D (tatko inaczej, uważa, że po prostu zawsze byłam genialna i to dlatego). Kochany wrócił. Chwalę się po raz drugi. Jemy i słuchamy kolejnych płyt Billy'ego Joela. Fred dzwoni do świekry, uaktualniamy wiadomości, chwalimy się wszystkim po kolei, chwalipięty. I tak nam mija ten dzionek.
Gratulacje pracowe!😊
OdpowiedzUsuńCiekawe co piszesz z literkami - mi nie kazali nostryfikowac dyplomu, bo przeciez EU. Z ciekawości - czy chodzi o tytuł uzyskany przed 2004?
Innyglos
@innygłosie, dziękuję :)
UsuńNie chodzi o nostryfikację, poza tym tego mgr zrobiłam akurat niedawno. Zapisałam się do stowarzyszenia zawodowego, ponieważ w wielu ofertach pracy podają to jako punkt do odhaczenia. Papiery są z zagranicy, więc ich przewalanie trochę trwało.
To podwójne gratulacje!
UsuńInnyglos