Strony

środa, 26 marca 2025

1925-1926. Marcowanie.

Wtorek
Przed poranną kawą wpadłam do Jamy, zapowiedzieć Żąpolowi, że mnie przyjęli, więc niech się lepiej przygotuje. Kawa, spacer do Centrum, kilka spokojnych godzin naprawiania krzywego świata, spacer do Moorlanda na lunch, polski sklep (nabiał), Boots (nic ciekawego), dworzec autobusowy. Wszystko to w bardzo zrelaksowanym tempie. Czekam na Kochanego z obiadem; mąż po powrocie robi sałatkę; zalegamy sobie.

Środa
Oboje mamy wolne, wygrzebuję się z wyrka w drugiej kolejności (a to śpioszyca), na dodatek głodna. Po śniadaniu sprawdziłam jedną pracę grupową, następnie ubraliśmy się "na wyjście" i wyszliśmy. A konkretnie pojechaliśmy w kierunku północnym. Pierwszy przystanek w El Paso (kawa, naleśniki, wizyta w księgarni w której znowu kupiłam książki, dwie Virginie Woolf i zbiór wierszy W.B. Yeatsa), drugi przystanek w Newry (ziarno i kulki, czyli ptasia stołówka, bo na Północy taniej; Kochany kupił cuda, była już degustacja). W domu z powrotem po trzeciej. Kochany zrobił obiad. Zjedliśmy. Zadzwoniłam do mamy (45 minut nawijki o rzeczywistości i o planach). Chwila z genealogią (ale nie pojawiło się nic nowego, niemieccy osadnicy w Ukrainie nadal milczą). Jestem pokrzepiona, dość spokojna, senna (za plecami Fred klika, tworzy jakiś tekst).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.