Rano dzielimy się obowiązkami: potłuczoną donicę zamieniam na całą donicę (nieuważnie, ale cebulki muszą sobie dać radę), dojadam otwarty bigos; Kochany dokarmia fruwacze, dokańcza jeść wołowinkę. Trzymając się zasad dobrego sąsiedztwa napełniamy świeżą wodą dwa ptasie źródełka. Wyjeżdżamy z domu tuż przed dziesiątą.
Parking lotniskowy Park & Fly, który Kochany wykupił niechcący, bez uprzedniego researchu, to jedno z naszych „pierwszych i ostatnich” razy w tym życiu. Miejsce zorganizowane jak w głębokiej Azji, podwózka do lotniska białym vanem bardzo przypominała pewną safaryjską wyprawę z lotniska Lublin do Nowej Aleksandrii. W obsłudze też Azja. Bardzo oniryczne doświadczenie upadku cywilizacji.
Nasz samolot był obsługiwany przez Malta Air, poza tym miał godzinne opóźnienie (podobno zmiana załogi). Wylot o 14:30, lot nad zachodnią Europą spokojny. W chmurach zaczęłam czytać Dziecko w śniegu Włodka Goldkorna, dziwna lektura na podróż, początkowo całkiem łatwa. Gdy byliśmy już blisko Renu i z okien widać było Niemcy, zauważyłam ziemię przykrytą śniegiem. Na szczęście w Hahn nic z tych rzeczy. Perlisty już na nas czekał (w końcu mogłam się przekonać, że jest całkiem wysoki), powitanie, krótki spacer do opla i na azymut. Miałam poczucie, jakbyśmy przemieszczali się na Dolnym Śląsku, krajobrazy i architektura czegoś znajome.
Bacharach jest naprawdę malutkie. I jaka cisza (było jeszcze jasno, więc chwilę napawałam się widokiem; dwa nasze okna wychodzą na Wernerkapelle). Perlisty podwiózł nas pod hotelik, pojechał postawić samochód w innym miejscu. Zameldowaliśmy się w pokoju nr 6 (kawiarnia jeszcze czynna, właściciel czekał na nas, wręczył nam antyczne klucze, pokazał co i jak, bo mamy też klucz do tylnych drzwi), zeszliśmy zaraz na dół, żeby z przyjacielem poszukać miejsca na obiadokolację. Po dłuższym spacerze weszliśmy do Stübers Restaurant na Langenstraße. Bardzo dobra decyzja kulinarna (wzięłam hausgemachte feine Nudeln aus Bio-Khorasan-Ur-Weizen mit Tomatensugo oraz warzywami ;p)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.